Piotr Guział: Nie jestem miejskim aktywistą

Karolina Wiśniewska    2014-11-13 19:04:23

Piotr Guział – lider Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej i kandydat na prezydenta. W rozmowie z „Polityką Warszawską” opowiada o tym, co jest, co było i co będzie. Zastanawia się, jaką Warszawę chciałby widzieć za 4 lata, komentuje swoją kampanię, ocenia polityczną konkurencję i odpowiada na budzące kontrowersje pytanie – czy wraz ze swoją organizacją wpisuje się w kanon popularnych ruchów miejskich.

Rozmowę z Piotrem Guziałem nie sposób nie zacząć od sondaży. W dniu, w którym ma ona miejsce (11.11) w sieci ukazuje się badanie, zgodnie z którym burmistrz Ursynowa określany jest jako „czarny koń tych wyborów” i zdobywa ponad 17 proc (!). – Realne? – pytam, skoro kilka dni wcześniej, w sondażu IBRiS lider WWS cieszył się poparciem zaledwie 4-procentowym. – Nie wiem, nie znam tego portalu ani tej pracowni. Każdy publikowany sondaż pokazuje zupełnie inne wyniki, więc nie chcę ich specjalnie komentować – odpowiada. Po czym stwierdza, że najbardziej wiarygodny był sondaż dający mu 10 proc. W ubiegłym tygodniu, choć – jak podkreśla – od tego czasu kampania nabrała intensywności.

Długo opowiada o budowaniu Naszego Ursynowa i o tym, że początkowo nikt nie wierzył w jego sukces. – Najpierw w 2006 r. zdobyliśmy 24 proc., potem w 2010 r. 34 proc. Udało się – wspomina – podobnie jak przy referendum za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, gdy tzw. eksperci nie wierzyli, że zbierzemy podpisy, a tu referendum prawie zakończyło się odwołaniem prezydent – dodaje.

1. KAMPANIA

Burmistrz przychodzi na spotkanie prosto z Biegu Niepodległości. Pytam o czas. – Słabo. Nie jestem z siebie zadowolony. Ostatnio w ogóle nie trenowałem – odpowiada, a po chwili dodaje – kampania, a wcześniej kontuzja po skoku spadochronowym.

Kampania właśnie dobiegła końca. Po długich tygodniach przekonywania do siebie wyborców, kandydaci mają 48-godzinny „oddech” w postaci ciszy wyborczej. Jednocześnie jest to moment ogromnego wyczekiwania i podsumowywania tego, co się podczas tej kampanii wydarzyło.

– Prowadziłem chyba najmocniejszą spośród konkurentów kampanię w Internecie, ale też poza nim. Spotykałem się z mieszkańcami i – jako jeden z czterech kandydatów – od dłuższego czasu prowadziłem kampanię outdoorową. Moja kampania była widoczna.

Ale czy skuteczna?

– Z kampanią jest trochę jak ze sportem. Jeśli w gimnazjum ktoś jest średni z WF-u, ale chce zmienić swoje życie i zostać sportowcem – może to zrobić. Po kilku latach ciężkiej pracy można być najlepszym w klasie, szkole, a nawet na zawodach. Potrzeba jednak systematyczności i ciągłego sprawdzania się. W polityce jest tak samo – ze mną jest tak samo. Dlatego moim zdaniem włożyłem w to na tyle dużo pracy i zaangażowania., że uzyskam co najmniej trzeci wynik. 

Prognozy wyborcze odłóżmy na razie na bok. Wiele osób twierdzi, że Piotr Guział przed wyborami samorządowymi nie jest tym Piotrem Guziałem, którego widzieliśmy przed referendum. Jest Pana mniej, a Pański przekaz wydaje się być nieco „uśpiony”.

– Bycie liderem akcji referendalnej, a kandydowanie na prezydenta to dwie zupełnie inne sprawy. Polskie podejście do instytucji referendum wpisało mnie trochę w charakter uzurpatora i ulicznika, który dybie na prawomyślną władzę. Teraz musiałem pokazać, że nie tylko słucham głosu ulicy, czuję tętno miasta, ale mam w sobie również cechy męża stanu i będę potrafił miasto godnie reprezentować. Tego oczekuje się od prezydenta i właśnie to chciałem teraz pokazać.

Zrobił Pan wszystko, co można było zrobić, aby przekonać wyborców?

– Nie. Wbrew pozorom, jestem średnio zadowolony z tej kampanii. Zacząłem ją zbyt późno.

Zaczął Pan w kwietniu...

– W kwietniu zrobiłem tylko jeden event, po którym długo nic się nie działo. Z kampanią ruszyliśmy znacznie później. Poza tym, zabrakło pieniędzy... Partie nie muszą się o to martwić, bo są finansowane z budżetu. Bezpartyjni muszą poświęcić czas na znalezienie darczyńców.

2. BEZPARTYJNOŚĆ MA SWOJE WADY I ZALETY

Kiedy wybrzmiewa już temat pieniędzy, rozmowa przenosi się na aspekt bezpartyjności, z której Burmistrz na ogół czyni swój duży atut. Szybko przyznaje jednak, że bezpartyjność nie zawsze popłaca. – Partyjność z kolei również pozostaje dużym obciążeniem dla samorządowca – dodaje. O partiach w lokalnej polityce, mentalności wyborców i o tym, że czas na zmiany...

– Obecny system eliminuje mniejszych i premiuje partie. Mają one więcej funduszy i ich kampania jest nieporównywalna do kampanii podmiotów niepartyjnych. My mamy tyle pieniędzy, ile uda nam się zebrać wśród przyjaciół, znajomych i sympatyków. Musimy prowadzić dodatkową kampanię. Nie tylko wśród wyborców jako politycy, ale też właśnie wśród znajomych, by wspomogli nas finansowo.

To znaczy, że bezpartyjność nie zawsze się opłaca.

– Bezpartyjność ma swoje plusy i minusy. Podczas samego pełnienia urzędu to ogromny atut. Myślę, że takich spraw jak „janosikowe” czy dekret Bieruta nie udało się załatwić w znacznej mierze głównie przez partyjność, bo partyjny szef był przeciwny albo rozbiegało się to z interesami posłów z innych regionów. Partyjność jest dla samorządowca obciążeniem, nie wartością dodaną.

Wyborcy jednak głosują na partie i patrząc na sondaże, w tych wyborach również na nie zagłosują.

– Niestety tak. Na ogół nie głosuje się na kandydata jako osobę, ale głównie na szyld. Gdyby PO lub PiS wystawiły kogokolwiek, to ten ktoś i tak zdobyłby z góry przewidziany dla nich elektorat. Partie odciskają zbyt duże piętno na samorządzie, zwłaszcza tu w Warszawie. Ścieżka do urzędu prezydenta miasta powinna być taka, jaką ja przeszedłem. Ze szczebla najniższego – do najwyższego, a nie odwrotnie. U nas ludzie z krajowej polityki wchodzą do polityki lokalnej, o której nie mają pojęcia.

Da się zmienić partyjną mentalność wyborców?

– Tak, czego dowodem jestem ja i Nasz Ursynów właśnie na Ursynowie. W skali całej Warszawy potrzeba na to jednak kilku, a może nawet kilkunastu lat.

3. KONKURENCJA NIE ŚPI?

W starciu o fotel prezydenta Warszawy mamy aż 11 kandydatów. Piotr Guział rozpatruje ich na kilku płaszczyznach. Jednych uważa za przygotowanych zawodowo, innych – politycznie. Niektórych – zgodnie z oczekiwaniami określa zwykłym „happeningiem”, ale nie brakuje również tych, których docenia i to wbrew oczekiwaniom. Sasin, Wipler, Erbel i inni. Na ich tle sam burmistrz i jego subiektywna ocena.

– Prezydentem Warszawy musi być osoba, która zna samorząd. Z całym szacunkiem dla Joanny Erbel, Agaty Nosal-Ikonowicz, pana Dzierżawskiego, Wrzesińskiego i Goryaskiego, uważam, że ich start jest happeningiem ich środowisk. Chcą zwrócić uwagę na pewne problemy, ale nie znają się na zarządzaniu samorządem.

A pozostali się znają?

Kandydaci, którzy są przygotowani do tej funkcji zawodowo to Hanna Gronkiewicz-Waltz, Jacek Sasin i ja – to jest pierwsza trójka, choć siebie stawiam wyżej niż ich.

Wyżej niż Panią Prezydent?

– Oczywiście. Hanna Gronkiewicz-Waltz jest wypalona – o czym wielokrotnie wspominałem, zaściankowa, niedecyzyjna, zmęczona i bez pomysłów. Jest figurą woskową. Potrafi tylko przecinać wstęgi, odpowiadać na wcześniej przygotowane pytania i czytać z kartki wcześniej napisane przemówienie. Chcemy takiego prezydenta? Ja nie.

Spośród kandydatów zostało Panu jeszcze kilku. Wierzbicki, Wipler, Rozenek...?

– To jest druga trójka. Oni są przygotowani do tej funkcji, jeśli chodzi o cechy intelektualne czy polityczne oraz umiejętności odnajdywania się w różnych sytuacjach publicznych. Najwyżej spośród nich stawiam Przemysława Wiplera.

Na ogół nie wypowiadał się Pan zbyt pozytywnie na temat posła Wiplera, więc przyznam, że mnie Pan zaskoczył.

– Nadal uważam, że nie nadaje się do tego, żeby rządzić miastem, chociażby przez swoją niestabilność polityczną, ale z tej drugiej trójki jest najlepszy. Pomimo różnych wybryków, oceniam go pod względem merytorycznym. Uważam, że ma wiele ciekawych pomysłów i dużą wiedzę. Stawiam go na czwartym miejscu.

4. PIOTR GUZIAŁ = MIEJSKI AKTYWISTA?

Po omówieniu prezydenckich pretendentów, rozmowa przenosi się na zupełnie inną orbitę, mianowicie – na ruchy miejskie. Burmistrz Ursynowa śmiało stwierdza, że kariera małych lokalnych grup to w dużej mierze jego zasługa. – Moją zasługą było referendum, w którym mogli pokazać swoje „ja” – przekonuje. Choć przyznaje również, że dzisiaj ruchy „nakręcają się same”, a on docenia ich prace. A czy sam traktuje siebie jako miejskiego aktywistę, a Warszawską Wspólnotę Samorządową jako ruch miejski?

– Myślę, że WWS jest pełnoletnim ruchem miejskim. Po pierwsze, jesteśmy bardziej dojrzali i bardziej doświadczeni niż np. Miasto Jest Nasze. Jesteśmy też bardziej osadzeni geograficznie. Działamy na danym terytorium, a oni pod dany problem.

Z drugiej strony jednak, brakuje nam czasami tego optymizmu, który ma MJN. Doświadczenie zawsze trochę zabija ten pierwszy „poryw serca” i wiarę, że zmienimy cały świat. Nagle okazuje się, że pomysł jest niezgodny z prawem, bądź nie spełnia wymogów formalnych. Chociaż żeby zmieniać świat, trzeba być trochę szalonym, dlatego tego nie krytykuję i nie odmawiam ruchom miejskich zdolności. Pytanie, co ze skutecznością?

Ale wie Pan, co jest Panu oraz Panu organizacji zarzucane ze strony MJN czy innych „typowych” ruchów miejskich?

– Wiem, że mam polityczny bagaż, o czym wprost powiedział mi kiedyś Janek Śpiewak. Jeśli spojrzymy na takie przykłady działań mojego autorstwa przed laty, jak chociażby blokowanie budowy kościoła na Ursynowie po to, aby powstał tam park czy akcja „Metro nocą” – gdzie wraz ze studentami SGGW blokowaliśmy stacje, bo chcieliśmy udowodnić, że metro nocą też jest potrzebne – nasza aktywność jest zbieżna z aktywnością ruchów miejskich.

Czyli chce Pan powiedzieć, że jest Pan aktywistą?

– Nie, nie poczuwam się do tego, aby siebie w ten sposób nazywać. Co nie znaczy, że nie jestem w sprawach miejskich aktywny. Ale wolę nazywać się samorządowcem. 

Z politycznym bagażem...

– Przyjmuję ten zarzut. Wolę jednak być samorządowcem z politycznym bagażem, niż działaczem bez posagu i bez doświadczenia. Ruchy miejskie są dzisiaj niedojrzałe, ale są też niewiarygodne i nieodpowiedzialne. Nie chcą władzy, chcą jedynie patrzeć jej na ręce, co przecież i tak na co dzień to robią. Jan Śpiewak tworzy mapki, organizuje happeningi, zwołuje konferencje – to wszystko jest przykładem świetnej kontroli społecznej, którą władze powinny traktować jako głos doradczy. Kandydowanie na radnego musi być jednak zdeterminowane chęcią wzięcia odpowiedzialności za swój obszar. Miasto Jest Nasze byłoby wiarygodne, gdyby jego członkowie postawili sprawę jasno. Powiedzieli, że burmistrz Śródmieścia źle zarządza, a oni wystawiają swoim ludzi, aby władzę przejąć i zmienić ten sposób. Jeśli aktywiści nie są na to gotowi, powinni poczekać jeszcze cztery lata aż dojrzeją do brania odpowiedzialności.

5. WARSZAWA ZA 4 LATA?

Po omówieniu tego, co się w Warszawie dzieje lub działo przez ostatnie tygodnie, warto w końcu porozmawiać o tym, co dziać się będzie już niebawem. Piotr Guział kilkakrotnie przekonuje, że zawsze woli patrzeć w przyszłość, niż oglądać się za siebie. Pytam więc – jaka będzie Warszawa za 4 lata o tej samej porze, na dzień przed wyborami samorządowymi? – To jest bardzo dobre pytanie – odpowiada Burmistrz, po czym długo myśli. W końcu...

– Chciałbym, żeby przedmiotem kampanii za 4 lata nie było to, że brakuje 10 tys. miejsc w żłobkach i przedszkolach i 4 tys. mieszkań komunalnych dla ludzi, którzy latami na nie czekają. Chciałbym, żebyśmy nie musieli zastanawiać się nad tym, jak rozwiązać podstawowe problemy cywilizacyjne, jak brak toalet w mieszkaniach, ogrzewanie na prąd, czy szamba zamiast kanalizacji. Żeby nie było debaty co zrobić, aby warszawiacy w końcu nie stali w największych w Europie korkach, a spekulanci nie przejmowali kolejnych publicznych nieruchomości.

W takim razie co powinno być przedmiotem przyszłej kampanii?

– Kadencja, która rozpocznie się za tydzień, choćby była doskonała, nie uczyni z Warszawy lidera europejskiego. Celem rządzących będzie doprowadzenie do tego, abyśmy mogli w ogóle pretendować do owego tytułu. Dlatego też, chciałbym, żebyśmy za 4 lata zastanawiali się, co zrobić, aby Warszawa była liderem wśród stolic europejskich chociażby w jednej dziedzinie życia. Najbliższa kadencja musi uporządkować miasto, a żeby tak się stało, potrzeba konsensusu wszystkich sił politycznych. Prezydent – bez względu na to, kto nim będzie – powinien zaproponować porozumienie ponad podziałami i zaprosić do współdecydowania wszystkie opcje z Rady Warszawy oraz mieszkańców. Ja sobie wyobrażam współpracę zarówno z PiS, jak i PO, czy ruchami miejskimi na poziomie dzielnic.

Jak Pan to sobie wyobraża? Działanie rady bez opozycji?

– Z opozycją. Ale opozycją merytoryczną – razem tworzymy cele i razem działamy na rzecz ich realizacji. Jeśli zaś chodzi o współpracę z mieszkańcami, jako prezydent, będę konsultował z nimi wszystkie kluczowe problemy miasta, a referendum będzie podstawowym instrumentem zarządzania, regularnym świętem warszawskiej demokracji.

Jak często będzie Pan urządzał takie święto?

– W zależności od sytuacji i decyzji. Myślę, że raz na pół roku to nie będzie za często.

W takim razie to niezwykle kosztowne święto...

– Na pewno nie bardziej kosztowne, niż błędne i szkodliwe dla mieszkańców decyzje, czy oddawanie publicznych nieruchomości spekulantom.

6. PROGNOZY WYBORCZE

Na koniec rozmowy wracamy do tego od czego ona się rozpoczęła – do sondaży i prognoz wyborczych. Kampania za nami. Jaki wynik zdobędzie Piotr Guział i jego Warszawska Wspólnota Samorządowa?

– Aktywność WWS-u była bardzo duża. Mam nadzieję że odniesiemy sukces. Wybory do Rady Warszawy rozstrzygną się na dwóch prędkościach. Po pierwsze: PO i PiS. Myślę, że Platforma je wygra, ale nie będzie miała samodzielnej większości w Radzie.

Druga para to SLD i WWS. Tu pojawia się pytanie, kto z nas będzie miał wystarczającą liczbę radnych, by stworzyć większość z którymś z dwóch partnerów wymienionych wcześniej. Jestem przekonany, że zapracowaliśmy na to, by to bezpartyjni samorządowcy współdecydowali o mieście. Jestem też przekonany, że po tych wyborach większość dzielnic będzie zarządzanych przez lokalne komitety, a tym głównym lokalnym komitetem, który odniesie sukces będzie właśnie Warszawska Wspólnota Samorządowa.

Rozmawiała: Karolina Wiśniewska

 

ZOBACZ TAKŻE:

Sebastian Wierzbicki: Nie ma kryzysu na lewicy

Andrzej Rozenek: W Warszawie trzeba rozmawiać przede wszystkim o ludziach

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Jestem faworytem

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...