Jan Śpiewak (MJN): Wasz prezydent, nasze dzielnice

Paweł Krulikowski    2014-11-14 15:16:44

Aktywista, doktorant socjologii i zdecydowany krytyk obecnej polityki władz miasta. Startuje, by zmienić Warszawę, bo, jak głosi nazwa ruchu, na którego czele stoi – Miasto Jest Nasze, mieszkańców. O happeningach, Śródmieściu, polityce Hanny Gronkiewicz-Waltz i o wielu innych sprawach z Janem Śpiewakiem rozmawia Paweł Krulikowski.

Dlaczego ruch kontestatorów zdecydował się na start w politycznych wyborach?

Czuliśmy, że musimy. Stwierdziliśmy, że na poziomie samorządowym nie ma nikogo, kto artykułowałby potrzeby mieszkańców. Zatem, jak nie my, to kto?

Na warszawskiej scenie politycznej istnieje już kilka innych oddolnych propozycji, Zieloni czy WWS. Dlaczego nie poszliście z nimi?

Z Zielonymi nie poszliśmy, bo jest to partia polityczna. Poza tym – nie angażujemy się tak w kwestie światopoglądowe. Po drugie, Zieloni mają na siebie zupełnie inny pomysł. Są inicjatywą ogólnopolską, my jesteśmy ruchem typowo warszawskim. Jeśli chodzi o WWS, to jest spółka akcyjna partii politycznych. Pomysł na przetrwanie byłych partyjnych działaczy z drugiego, czy trzeciego rzędu. Na pewno nie jest to budowanie nowej jakości w samorządzie.

Czyli to nie jest tak, jak zarzucają Tobie niektórzy aktywiści, że osobiste ambicje Jana Śpiewaka kazały mu startować pod szyldem Miasto Jest Nasze?

Ambicje Joanny Erbel są dużo większe niż moje (śmiech)! Na pewno szkoda, że nie idziemy wspólnie z innymi miejskimi ruchami, ale nie ma to nic wspólnego z moimi ambicjami.

Udało się Wam zarejestrować tylko osiem dzielnicowych komitetów wyborczych.

Tylko? (śmiech) Myślałem, że aż!

Niech będzie, udało Wam się zarejestrować aż osiem dzielnicowych komitetów wyborczych (śmiech)…

Pół roku temu myślałem, że wystartujemy tylko w Śródmieściu. Potem pojawił się Żoliborz, a następnie wszystko potoczyło się szybko. Wystawiamy 220 osób, kandydatów na radnych i trudno byłoby o więcej. Powstaliśmy rok temu i naprawdę uważam, że zrobiliśmy dużo. Jeżeli będzie sukces, to może być to początek czegoś większego. W przypadku przegranej, wypracujemy dalszą formułę działania.

No właśnie. Będzie sukces?

Nie mam pojęcia. Z pewnością będzie bardzo trudno. Ja mam w Śródmieściu pięciomandatowe okręgi, silnych konkurentów. Wierzę, że uda nam się przekroczyć próg wyborczy. Niewątpliwie łatwiej będzie w innych dzielnicach, np. na Żoliborzu, gdzie te okręgi są sześcio-, a nawet siedmiomandatowe.

Śródmieście, Żoliborz, Praga Południe, Bemowo. Tam faktycznie widać MJN. Co z innymi dzielnicami?

Wiadomo, że można zrobić więcej. Brakuje czasu, brakuje siły. Pracujemy ciężko wszędzie, na tyle, na ile się da.

W skali całego miasta pojawiliście się po raz pierwszy w kontekście referendum. Dlaczego w październiku 2013 powstało MJN?

Psucie demokracji, uprawiane wtedy przez PO było przerażające. To był powód numer jeden. Drugą kwestią był całkowity brak debaty o kierunku rozwoju Warszawy, co poniekąd przyznawała sama Platforma Obywatelska. II kadencja Hanny Gronkiewicz-Waltz to jest tak naprawdę marnowanie potencjału naszego miasta.

Kolejnym istotnym epizodem w historii Waszego ruchu była „afera bemowska”. Zaczęliście się pojawiać w mediach.

Zadziałały nasze kontakty. Jako pierwsi mieliśmy u siebie list Pawła Bujskiego i zdecydowaliśmy się wystąpić jako warszawski WikiLeaks (śmiech). Opublikowaliśmy zarzuty burmistrza Bujskiego i uważam, że to dzięki nam nie udało się jej zamieść pod dywan.

Czym tak naprawdę była „afera bemowska”?

Demonstracją jakości polityki uprawianej przez Platformę Obywatelską. Polityki korupcji i nepotyzmu. Przykładem promowania ludzi skompromitowanych, bo przecież pomimo swoich wybryków, Jarosław Dąbrowski został mianowany wiceprezydentem.

Jarosław Dąbrowski startuje w wyborach na Bemowie. Przy braku większego sprzeciwu konkurentów. Wy jednak podkreślacie, że coś jest nie w porządku.

Trochę tak jest. Odsyłam tutaj do działań Wojtka Surały i naszej bemowskiej organizacji. Ja osobiście, za każdym razem mówiąc o Dąbrowskim, mówię o burmistrzu, który miał kochankę na dwóch fikcyjnych etatach. Na Bemowie ludzie słysząc o tym wciąż robią wielkie oczy. Mam wrażenie, że akurat bemowska opozycja jest straszliwie słaba.

Tymczasem krążą pogłoski, że Dąbrowski po wyborach będzie w stanie zawiązać koalicję z PiS.

Nie wierzę w to. Oznaczałoby to, że warszawska polityka wymaga absolutnego resetu. To byłby czytelny sygnał, że nikt już nie traktuje poważnie słów takich jak uczciwość, transparentność czy służba publiczna. Nawet PO wyciągnęła jakieś wnioski, oczywiście niewystarczające, więc nie jestem w stanie uwierzyć, by ktoś chciał się z nim dogadywać. Czekam na zarzuty prokuratorskie dla Jarosława Dąbrowskiego.

Czego się spodziewasz po tych zarzutach?

To, co Dąbrowski robił na Bemowie, to było zwykłe złodziejstwo.

Czyli dla Jarosława Dąbrowskiego nie ma już w polityce warszawskiej miejsca?

Nie powinno być. Boję się, że ludzie, nie wiedząc o "aferze bemowskiej", mogą dać mu kolejną szansę. Dlatego startujemy na Bemowie, żeby PO czy PiS miały z kim zawierać koalicje.

Biedronka w Kinie Femina. Kolejny głośny happening MJN, który miał swoich zwolenników i przeciwników.

Ty byłeś przeciwnikiem. (śmiech)

To prawda.

Mówiąc poważnie, sprawa Biedronki miała pokazać, że nie zgadzamy się na wizję miasta, które rządzi się tylko prawidłami rynku. Nie zgadzamy się na agresywną wersję korporacjonizmu. W Miasto Jest Nasze uważamy, że kręgosłupem zdrowej miejskiej gospodarki powinny być lokalne firmy, małe sklepy punkty usługowe. Jako lokalny patriota uważam, że należy wspierać drobnych przedsiębiorców.

Ale sprawa z Kinem Femina była trochę inna.

Tutaj znaczenie miała też kwestia historyczna. Mieszkańcy utożsamiali się z tym kinem. Miasto ma narzędzia i powinno takie miejsca chronić.

Wyglądało to trochę tak, jakbyście bronili Feminy ramię w ramię z Agorą, czyli wielką korporacją, która była najemcą kina.

To absurdalny zarzut. Nie walczyliśmy o Agorę, która postanowiła zrezygnować z dalszego obsługiwania Feminy. Wiemy, że kilku innych operatorów było zainteresowanych prowadzeniem kina, uważam, że spokojnie Femina mogłaby funkcjonować na zasadach podobnych, co Muranów. Wystąpiliśmy w obronie kina.

Zatem kto tutaj zawinił?

Miasto. Ratusz miał narzędzia, aby obronić Feminę. Miał konserwatora zabytków i miał plan miejscowy, który mógł zostać przygotowany. Pisaliśmy petycje, chcieliśmy organizować spotkania z urzędnikami. Nikt nie chciał z nami rozmawiać. Hanna Gronkiewicz-Waltz Feminę ma w nosie.

Udało się wynegocjować kompromis z właścicielem i nowym najemcą. Zostanie przygotowana jedna sala kinowa. To jest do przyjęcia?

Cóż, to kompromis bardzo gorzki. Ale to jest nasz mały sukces. Funkcja zostanie zachowana, nazwa zostanie zachowana.

Kolejną inicjatywą MJN była Mapa Reprywatyzacji. Krótko – jaki jest Twój pomysł na rozwiązanie reprywatyzacyjnego bałaganu w stolicy?

Musi powstać ustawa. Musi! Ale, dopóki nie powstanie, to proces reprywatyzacyjny musi być uczciwy i transparentny. A nie jest. Przypomnę, że dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami Bajko nie składa oświadczenia majątkowego, a jego były zastępca niedługo będzie miał zarzuty, bo sam sobie oddał kamienicę. Teraz pojawiła się sprawa kamienicy na Noakowskiego 16…

Która wraca już drugi raz przed kolejnymi wyborami.

Ukradziona przez gang szmalcowników kamienica trafia w ręce rodziny męża Hanny Gronkiewicz-Waltz. To niesamowite. Jeżeli mamy już taki stan prawny jak teraz, to niech te kamienice trafiają chociaż do prawowitych właścicieli.

Proces z biznesmenem Maciejem Marcinkowskim, którego nazwałeś „handlarzem roszczeniami” służy Waszemu rozgłosowi.

Na pewno nam nie zaszkodził. Pozew dotarł do nas na dwa dni po ogłoszeniu naszego startu w wyborach, więc siłą rzeczy musiało zadziałać to na naszą korzyść. Sam proces jest absurdalny, ponieważ tak naprawdę niczego nie zarzucam Marcinkowskiemu. Pozwać co nawyżej mogliby mnie urzędnicy.

Warto iść na wojnę z deweloperami? Ukradli Wam hasło.

Myślisz, że to specjalnie? (śmiech)

Wygląda wiarygodnie. (śmiech)

To miasto jest rządzone przez deweloperów. Tutaj oni płacą za kampanie wyborcze, decydują o zagospodarowaniu przestrzeni. Robią co chcą. Ktoś musi przyjść i powiedzieć, że tak dalej być nie może. O Warszawie decyduje wąska grupa deweloperów skoligacona z politykami, nie tylko Platformy. Andrzej Halicki, główny lobbysta deweloperów, jest ministrem administracji. Józef Oleksy, były premier, jest wiceprezesem rady nadzorczej JW Construction. Powiązania polityki i deweloperki są ogromne. Ludzie muszą o tym wiedzieć.

Płynnie chciałbym przejść do Jana Śpiewaka – radnego. 17 listopada okazuje się, że zostałeś członkiem Rady Dzielnicy. Jest mnóstwo problemów do rozwiązania. Przykładowo, rozmawiamy na Placu Zbawiciela, 10 listopada. Za oknem widzimy „palący” problem do rozwiązania.

Z tego co wiem, tęcza ma w 2015 roku zniknąć z Pl. Zbawiciela.

Już wiele razy miała być instalacją czasową.

Powinna zniknąć za rok i powinny się odbyć konsultacje społeczne. Z tego co ja się orientuje, okoliczni mieszkańcy za tęczą nie przepadają. Nie dlatego, że nie lubią gejów, ale dlatego, że wiąże się to z burdami i dużym nakładem publicznych środków.

Metro miało „ożywić” Śródmieście. Widać już jakieś pierwsze wskaźniki „ożywienia”?

To jak został przeprowadzony remont ulic woła o pomstę do nieba. Został źle zaplanowany. Zabrakło pomysłu i planu. „Zróbmy metro, bo mamy pieniądze z Unii, a potem jakoś to będzie”. To była główna myśl przewodnia Hanny Gronkiewicz-Waltz. Świętokrzyska wygląda jak przedmieścia Radomia (z całym szacunkiem). Nie mieści mi się w głowie, jak można tak spartaczyć jedną z głównych ulic w stolicy.

Śródmieściu również zagraża reprywatyzacja. Problem dotyczy między innymi szkół. Co robić?

Robić to, co robił radny Grzegorz Walkiewicz. Forsować plany zagospodarowania przestrzennego (tzw. „mikroplany”). W obecnym stanie prawnym to jedyne rozwiązanie, aby uchronić szkoły przed przekształceniem w biurowce i punkty usługowe.

Problemem Śródmieścia jest też gigantyczny ruch w Centrum. Powraca pomysł zablokowania wjazdu samochodów do ścisłego środka miasta. To realne?

Nie. Dopóki nie zostanie zbudowana obwodnica Śródmieścia, nie widzę takiej możliwości.

17 listopada wyborcy mogą Wam zrobić psikus i „skazać” MJN na koalicję z Platformą Obywatelską. Co wtedy?

Jesteśmy otwarci na wszystkie opcje. Pytanie kto zagwarantuje Nam realizację naszego programu.

Pod jakimi warunkami się zgodzisz?

Przede wszystkim to kwestia zaufania. Co do konkretów – nie wyobrażam sobie, aby burmistrzem w Śródmieściu był nadal Wojciech Bartelski. Po drugie musi dojść do audytu i zmian w śródmiejskim Zakładzie Gospodarowania Nieruchomościami. Po trzecie – mnóstwo drobnych zmian z naszego programu, które poprawią jakość funkcjonowania władzy w Dzielnicy.

To nie będzie trochę zderzenie dwóch światów?

W pewnym stopniu tak. 9 z 13 radnych Platformy w Śródmieściu jest zatrudniona w administracji publicznej i miejskich spółkach. Oni są po prostu w pracy. Nie pełnią służby publicznej, tylko idą zarabiać pieniądze. Koalicji z PO nie mówię kategorycznego „nie”, ale sam widzisz, że będzie to trudne. Wolałbym aby relacje z Platformą dzięki wyborcom ułożyły się w myśl zasady: "Wasz prezydent, nasze dzielnice". 

Swoim wyborcom obiecujecie, że nie będziecie pchać się do miejskich stanowisk.

To jest w naszym programie. Radni nie będą łączyć stanowisk. To jest podstawowy mechanizm korumpowania polityków samorządowych, nie będziemy brać w tym udziału.

Czujesz się politykiem? Ostatnio obrywa się ruchom miejskim za próbę uprawiania polityki. Nie dalej jak wczoraj, „Gazeta Wyborcza” opublikowała lament nad „inteligentami, idącymi do polityki”.

Trochę się czuję, ale zdecydowanie bardziej jestem miejskim aktywistą. Jeżeli zostanę wybrany, to siłą rzeczy zostanę politykiem, ale chcę, by była to polityka rozumiana w inny sposób. Jako realizacja uniwersalnych celów i wartości, a nie partykularnych interesów.

Miałeś do czynienia z dużą polityką.

Uczestniczyłem w dwóch kampaniach wyborczych.

Po obu stronach „wojny polsko-polskiej”.

Mój Tata był posłem Platformy i kiedy miałem 19 lat powiedział do mnie: „Janek, chodź, zobaczysz jak to wygląda” i wylądowałem w sztabie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Cztery lata później, po rozczarowaniu polityką obecnej Prezydent, pracowałem u Czesława Bieleckiego.

Jakie wnioski?

To było pouczające doświadczenie, poznałem mnóstwo ciekawych osób, dowiedziałem się wiele o mieście, a przede wszystkim nauczyłem się, jak nie powinno się robić kampanii! (śmiech)

W samorządzie liczy się światopogląd czy partykularne spojrzenie na sprawy do rozwiązania?

Przede wszystkim, niestety, liczy się partyjniactwo. Światopogląd jest wykorzystywany, do tego, by nas dzielić. Sprawa tęczy jest świetnym przykładem. My mówimy o realnych problemach i realnych pomysłach na ich rozwiązanie.

Media i konkurenci zarzucają Tobie i Twoim kolegom brak doświadczenia.

W porównaniu do radnych, którzy obecnie zasiadają w Radach, mamy wielokrotnie większe doświadczenie. Ja piszę doktorat, mam za sobą dwie kampanie, mamy ludzi, którzy zakładali duże biznesy, są architekci, prawnicy. Mogę z czystym sercem powiedzieć, że mam na listach ludzi lepiej wykształconych, niż przeciętny radny Platformy Obywatelskiej.

Czy kontestator może być skutecznym politykiem? Krytykować potrafi każdy, a konstruować?

Mamy dużo pomysłów. Chcemy rozwiązywać realne problemy Warszawy, nie czujemy się kontestatorami.

Wrócę jeszcze do tekstu „Gazety”. Między innymi o Tobie Adam Puchejda pisze tak: „Joanna Erbel, Tomasz Leśniak, Jan Śpiewak. Wiele ich różni, łączy jedno. Niechęć do polityki.”

To bzdura. Staram się cały czas to powtarzać. Niechęć nie do polityki, a do partyjniactwa. Uważam politykę za realizację idei dobra wspólnego, rozwiązywania problemów zwykłych ludzi. Brzydzę się polityką w wydaniu PO-PiSu, nie polityką jako taką.

Konstatacja tego tekstu jest taka, że nawet jeśli dostaniecie się do Rad, to wchłonie Was polityczny Mordor i zatracicie się w partyjniactwie.

Tak nie będzie. Mówiłem już o mechanizmach, które nas przed tym zabezpieczą. Decentralizację, konsultacje społeczne, zwiększenie roli Rad Osiedli. Rozumiem każdą politykę jako system „check and balance”. Musi być kontrola społeczna poczynań władz, czego obecnie w samorządzie najbardziej brakuje.

Media, zwłaszcza te liberalne, traktują Was jako zagrożenie dla statusu quo?

W dużym stopniu tak. I zupełnie tego nie rozumiem. Z ich punktu widzenia jesteśmy przecież dobrą alternatywą. Technokratyczną. Zorientowaną na realizację celów. Uczciwi. Będący pokoleniową zmianą. Reprezentujemy wszystko, o czym te media cały czas mówią. Dajcie nam szansę, a nie nazywajcie nas partyzantami. Nie jestem żadnym partyzantem, nie jestem z nikim skłócony.

W jednym z wywiadów zadeklarowałeś chęć głosowania na Joannę Erbel. Podtrzymujesz tę decyzję?

Tak.

Bez uwag?

Bez komentarza.

Ostatnie zdanie. Dlaczego warto głosować na Miasto Jest Nasze?

Bo jesteśmy jedyną szansą na nową, lepszą Warszawę.

Źródło zdjęć: www.facebook.com (profil Jana Śpiewaka)

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...