Piechna Więckiewicz: To będzie dla nas najważniejsza kadencja

Wiktor Raczkowski    2014-11-28 08:00:22

Wynik Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Warszawie można określić krótko – klęska. SLD zdobył zaledwie 14 mandatów w radach dzielnic. W Śródmieściu, gdzie działa najliczniejsza organizacja partyjna, w jednym z okręgów nie był nawet w stanie zarejestrować swojej listy, w efekcie – po raz pierwszy od 1990 r. – nie wziął tu ani jednego mandatu. Porażką okazały się również wybory do Rady Warszawy, gdzie partia wprowadziła tylko dwójkę reprezentantów. Nie dostał się nawet Sebastian Wierzbicki, szef stołecznych struktur i kandydat na prezydenta Warszawy. Czy to już kres Sojuszu? O przyszłości SLD i celach partii na najbliższą kadencję rozmawiała z Polityką Warszawską, Paulina Piechna-Więckiewicz – ponownie wybrana na radną Warszawy.

Gratuluję zdobycia mandatu. Nie sposób jednak rozpocząć rozmowy o sytuacji SLD w Warszawie od najważniejszego pytania. Dlaczego w tych wyborach poszło wam tak źle?

Po pierwsze, będziemy musieli zastanowić się, w gronie koleżanek i kolegów z komitetu SLD-Lewica Razem, nad przyczynami tego, co się stało. Czego było za dużo, a czego za mało. To normalne pytania, które każda formacja powinna sobie zadać. Musimy porozmawiać o programie i o tym czy trafiliśmy w potrzeby mieszkańców.

No właśnie. Złośliwi zaczynają mówić, że SLD nikomu nie jest w Warszawie potrzebne, bo nie ma ludzi, których głosem byłaby wasza formacja.

Twierdzenie, że nikogo nie reprezentujemy jest nieuprawnione. Mamy dwa mandaty w Radzie Warszawy, trzy na Mokotowie, mamy mandaty na Targówku, Pradze Południe, Ochocie i Rembertowie. W procesie wyborczym okazało się, że komuś jednak jesteśmy potrzebni. Tysiące głosów oddanych na nasz komitet w skali całego miasta świadczy o tym, że ktoś uznał, że warto na nas głosować.

Problem polega na tym, że, ze względu na starzenie się waszego elektoratu, jest on coraz mniej liczny. Jak SLD zamierza „uciec do przodu” z tej sytuacji?

To zależy też od profilu kandydata lub kandydatki. Jeżeli ja zajmuję się edukacją i żłobkami, to z obserwacji wiem, że popierają mnie matki małych dzieci oraz mamy mam małych dzieci, które chciałyby odpocząć i zainteresowane są powstawaniem nowych placówek. Znamy strukturę wiekową osób, które oddały głos na Sebastiana Wierzbickiego i z niej faktycznie wynika, że są to głównie osoby powyżej 40 roku życia. Ja jednak uważam, że fakt, iż popierają nas starsi ludzie nie może być wobec nas zarzutem.

Nie ma wątpliwości, że – z wiadomych względów – lewica powinna wiele swej uwagi poświęcać ludziom starszym. Z drugiej strony, kurczy się wasza baza wyborcza, a nowej na razie nie widać.

My, jako partia, powinniśmy przede wszystkim zastanowić się nad sposobem działania. Nad tym, w jaki sposób docieramy do mieszkańców Warszawy. Może zabrakło nam innowacyjności i pomysłu, który miały na siebie ruchy miejskie.

Część z nich zabrało SLD tematy, o których, wydaje mi się, wasza partia powinna mówić od początku, np. o reprywatyzacji.

Osobom nieafiliowanym partyjnie, łatwiej mówić o tym, co jest złe, gdyż nie są częścią establishmentu politycznego. Lewica i wyborcy lewicowi są bardziej indywidualni w swoich potrzebach. Nie są tak zwartą grupą jak elektorat PiS skupiony wokół kościołów. Dlatego do wyborców lewicowych dotrzeć jest trudniej. My jednak musimy przede wszystkim częściej spotykać się z ludźmi na ulicach. Musimy rozważyć to, jak konstruujemy nasz przekaz kierowany bezpośrednio do ludzi. Pojawia się też pytanie o to jak konstruować programy wyborcze. Wspomniane ruchy miejskie były skupione tylko wokół kilku tematów.

Może właśnie to byłoby dobrym rozwiązaniem także dla SLD? Lewica, z natury rzeczy, nie może reprezentować wszystkich. Nie ma co ukrywać, że wielu grup, np. przedsiębiorców, do siebie raczej nie przekonacie. Nie lepiej byłoby starać się dotrzeć do kilku konkretnych grup społecznych, które chcecie reprezentować?

To jest właśnie pytanie, które musimy dokładnie rozważyć. Uważam, że nasz program był dobrze skonstruowany. Mieliśmy konkretne punkty: mądrze, zdrowo, bezpiecznie i samorządnie. On zdecydowanie różnił się od propozycji PiS-u i Platformy, które de facto zaprezentowały bardzo zbliżone wizje miasta, co było dobrze widać podczas debaty Hanny Gronkiewicz-Waltz z Jackiem Sasinem.

Ale to wasz program się nie sprzedał.

W różnych miejscach Polski to różnie bywało. W Warszawie pojawiły się ruchy miejskie, które w jakiejś mierze reprezentują lewicowe wartości. Mówię „w jakiejś mierze”, bo gdyby im się przyjrzeć, to okazałoby się, że prawicowych i lewicowych haseł jest mniej więcej pół na pół.

Oni sami przyznają, że są bezpartyjni. Być może m. in. dzięki temu właśnie wygrali,bo partie zraziły do siebie ludzi.

Z dużą ciekawością będę się przyglądała temu, co będzie się działo na Śródmieściu, gdzie ruch miejski zyskał realną władzę. Ciekawi mnie to jak Miasto Jest Nasze sobie z tą władzą poradzi. Podejmowane przez nich decyzje będą musiały być różne, bo nie da się rządzić tak, by wszystkich zadowolić.

Z pewnością niedługo się o tym przekonamy. Przechodząc do poziomu Rady Warszawy, chciałbym spytać o najważniejsze cele SLD na najbliższą kadencję.

Dalej będziemy walczyli z dziką reprywatyzacją. W sprawie mikroplanów powinny odbywać się osobne sesje rady miasta. Ciągle istotna będzie dla nas walka o większą dostępność przedszkoli i żłobków. Pytanie, czy po wyborach znowu nie będziemy musieli bronić szkolnych stołówek przed prywatyzacją. Jednym z głównych tematów nadchodzącej kadencji stanie się też komercjalizacja szpitali, której z pewnością się sprzeciwimy. 

Z dwójką radnych będzie trudno o realizację tych celów...

Ich osiągnięcie nie będzie łatwe z racji nowego statutu, który jest nieprzychylny dla radnych bez klubu. Żeby mieć klub trzeba mieć pięciu radnych, więc dla nas jest to nieosiągalne. Nie będą nam też przysługiwały wystąpienia klubowe. Musimy zmienić tryb pracy. Spotykać się z mieszkańcami, z ludźmi młodymi, lepiej wykorzystywać media społecznościowe. Będę chciała wykorzystywać instrumenty obywatelskie, chociażby inicjatywę uchwałodawczą.

Macie zamiar współpracować z ruchami miejskimi i innymi organizacjami społecznymi?

Oczywiście.

Ale oni się was boją. Nie chcą być wykorzystani. Część organizacji w ogóle nie chce mieć z SLD nic wspólnego.

Radni miejscy i dzielnicowi zostali wybrani w wyborach, dlatego dobrze byłoby, gdyby społecznicy widzieli w nas reprezentantów mieszkańców. Część ruchów miejskich nie miała problemów, żeby współpracować ze mną w konkretnych tematach. Mam nadzieję, że będą dalej to robiły. Te zaś, które szyldem SLD „się brzydzą”, zachowają się racjonalnie i w zbieżnych kwestiach będą działały razem z nami. Przecież – jak mówią – najważniejsze są sprawy i ludzie, a nie partie. A ktoś w Radzie – by proponowane przez nich rozwiązania weszły w życie – musi podnieść za nimi rękę.

Skoro jesteśmy przy podnoszeniu ręki. Wiele osób narzekało, że z powodu większości dzierżonej przez PO, Rada zamieniła się w maszynkę do głosowania. Teraz będzie podobnie?

Boję się, że tak, ale widać też, że sposób myślenia polityków partyjnych powoli się zmienia. Radni zaczynają sobie zdawać sprawę, że istnieją siły reprezentujące mieszkańców poza partiami politycznymi. Sami głosowaliśmy za inicjatywą obywatelską i budżetem partycypacyjnym, więc jako rada wyraziliśmy chęć, by mieszkańcy stali się bardziej aktywni i zabierali głos w ważnych dla siebie sprawach. Mam wrażenie, że we wszystkich partiach nastąpił przełom w myśleniu, jeżeli chodzi o dzielenie się władzą.

To chyba będzie najważniejsza kadencja dla radnych SLD, prawda? Jeśli trend się nie zmieni, to za cztery lata może was już nie być wcale.

Mamy taką świadomość. Już teraz, w gronie radnych Warszawy i dzielnic, zdecydowaliśmy, że będziemy się regularnie spotykać, by koordynować nasze prace i tworzyć spójny przekaz dla mieszkańców. To nie jest tyko kwestia przetrwania SLD. Tu chodzi ogólnie o obecność lewicy w tak ważnych gremiach jak np. Rada Warszawy. Wbrew temu, czego niektórzy oczekują, na gruzach SLD wcale nie będzie łatwo zbudować znaczącą siłę na lewicy. Dlatego ta kadencja powinna być ważna dla wszystkich lewicowych środowisk politycznych. Nasza walka powinna być wspólna.

Tylko na czyich warunkach?

Myślę, że jesteśmy w takiej sytuacji, że dla dobra wszystkich mieszkańców Warszawy, którzy wyznają lewicowy światopogląd, powinniśmy spróbować się dogadać. Będę orędowniczką tej inicjatywy. Myślę, że moje koleżanki i koledzy myślą podobnie. Szkoda byłoby zaprzepaścić tysiące głosów oddanych na KKW Lewica-Razem, na Partię Zielonych i inne środowiska.

Czyli są szanse na przetrwanie lewicy w Warszawie?

Oczywiście. Musimy wykonać gigantyczną pracę, by odzyskać głosy wyborców, którzy tym razem nie zdecydowali się oddać na nas swojego głosu.

 

ZOBACZ TAKŻE:

Sojusz z Hanną Gronkiewicz-Waltz

Długo oczekiwana, nowa Rada Warszawy

Sebastian Wierzbicki: Nie ma kryzysu na lewicy

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...