Smaki starej Warszawy…

Agata Witkowska    2013-07-20 17:17:33

Nowe knajpy wyrastają w Warszawie jak grzyby po deszczu. Rozwija się także tak zwany street food – na ulicach pojawiają się mobilne punkty z makaronami i kanapkami (foodtrucki), okienka z frytkami i maleńkie burgerownie. Jest t o z pewnością powód do radości. Jeszcze rok temu miałam prawdziwy problem z podjęciem decyzji, co zjeść na mieście. Pod tym względem nasza stolica była dla mnie jedzeniową pustynią. Lubię jeść, zwracam uwagę na to co i jak jem i nie lubię być zmuszana do żywienia się czymkolwiek, byle tylko nie być głodną. Nie chcę jeść schabowego we wściekle pomarańczowej panierce z torebki, barszczu z kartonu i surówki z kubła. Niestety, studiowanie w centrum miasta nie oznacza wcale, że na każdym kroku czeka na nas smaczne i tanie jedzenie. Uniwersyteckie stołówki często serwują strawę tak marną, że kubełek kurczaków z pobliskiego KFC wydaje się być przy nich i smaczniejszy i tańszy, a nawet zdrowszy (sic!). Szukałam miejsca niedrogiego, z prawdziwymi domowymi obiadami, gdzie można wejść, zjeść i wyjść. Przy okazji natknęłam się na miejsca, w których czuć prawdziwego ducha starej Warszawy, klientów od lat obsługują te same panie, gdzie bez szczególnego wysiłku można usłyszeć naprawdę niebywałe historie z życia miasta.

Źródło zdjęcia: Polityka Warszawska

Codziennie jadę trasą W-Z do domu, a krajobrazy przesuwające się za oknem autobusu znam już na pamięć. Obecność Baru Mlecznego "Rusałka" po drugiej stronie ulicy od miśków z ZOO nie jest dla mnie niczym nowym. Wiadomo jednak jak to jest z takimi miejscami - z zewnątrz wyglądają na tyle zniechęcająco, że wchodzi się do środka z pewną obawą. Ja i mój towarzysz, z którym prowadzę bloga Śledź po Warszawsku, podjęliśmy jednak wyzwanie: no bo czemu by nie?

"Rusałka" zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz wygląda zupełnie jakby wciąż tkwiła w PRLu. Elegancka pani siedząca na kasie w schludnym uniformie, okularach na łańcuszku i podciągniętych pod kolana pończoszkach budzi pozytywne uczucia, chociaż zdecydowanie do cierpliwych nie należy - szybko dostało mi się za próbę wyjęcia wody z lodówki, a "przecież wyraźnie jest napisane, że najpierw trzeba zapłacić". Wzięłam mielonego z ziemniakami i mizerią, Wiktor schabowego z buraczkami. Dostajemy paragon, idziemy do okienka, gdzie panie kucharki, na wyszczerbionych talerzach z napisem "Społem" wydają obiady. Widzimy mnóstwo garnków, patelni, armię nieusmażonych kotletów. Szefowe kuchni są w średnim wieku, noszą fartuszki w kratkę i czepki na włosach. Już czuję, że będzie smacznie. Idziemy do stolika przykrytego ceratą i próbujemy... Mmmm, jesteśmy w domu.

Źródło zdjęcia: Polityka Warszawska

Nagle wraca do nas smak szkolnej stołówki, wszystko jest naprawdę dobre. Wiadomo, pomidorowa jest tłuściutka i do niskokaloryczych zdecydowanie nie należy, kiedyś tam jajko w chłodniku było szare, ale kto by się tym przejmował? Zadowoleni rozglądamy się po sali – dokoła młodzi ludzie, staruszkowie, pracownicy pobliskiego szpitala, a nawet turyści. Przy stolikach toczą się rozmowy, z których można by skleić książkę. Elegancka kasjerka ruga dziewczynę za postawienie torby na parapecie – zerwie firanki! Ile razy jedliśmy w "Rusałce", tyle razy było smacznie, domowo i tanio. Któregoś czerwcowego dnia, byliśmy w środku jedynymi Polakami, a stoliki obok nas zajmowała Francuzka z małym dzieckiem, trzy Hiszpanki, pięcioro Niemców i dwóch Anglików. Niebywałe!

Do odkrycia drugiego miejsca przyczyniły się osoby obserwujące bloga. Aż trzy osoby napisały do mnie, że na Okopowej jest Bar Chińczyk, którego legenda znana jest ponoć na całą Polskę, a który to niebawem ma zostać zamknięty, ponieważ prowadzące go siostry przechodzą na zasłużoną emeryturę. Trochę nie wierzyłam, że chińskie jedzenie może być aż tak dobre i, że kiedyś, w zamierzchłych czasach, ktoś był w stanie stać po nie 1,5h w kolejce.

Źródło zdjęcia: Polityka Warszawska

Zanim udałam się na miejsce celem sprawdzenia o co cały ten hałas, zgłębiłam historię miejsca. Bar otworzył się w roku 1973 na Senatorskiej, w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Chińskiej. Z opinii internautów wynika, że Towarzystwu musiało gwałtownie przybywać członków, ponieważ niektórzy zapisywali się do niego tylko po to, by skosztować kuchni pani Kasi i jej siostry. Legendarny bar przeniósł się następnie na Okopową, gdzie kontynuuje swoją 40-letnią już działalność. Menu zawiera trzy pozycje. Wciąż te same, co kiedyś. No, to idziemy!

Faktycznie, panie za barem dziarskie, rozmowne i miłe. Jak wyczytałam, koniecznie trzeba spróbować potrawy „łączonej”, czyli mixu dwóch potraw. Idę więc za radą. „Ty kochana nie zjesz całej porcji, ja ci zapakuję na wynos potem”. Faktycznie, porcja jest ogromna, pachnie ładnie, a serce bije szybciej. Co mnie czeka? Czy ta mityczna chińszczyzna jest faktycznie aż tak dobra? Czy nie rozczaruję się? Kilka widelców wystarczy, żeby zrozumieć fenomen Chińczyka. Danie jest smaczne, wyraziste, ma w sobie dużo prawdziwych warzyw i przypraw Dalekiego Wschodu. Zupełnie bez porównania z tym, co jadłam do tej pory w innych tego typu barach. Czując, że powoli pękam, obserwuję ludzi dookoła mnie. Do baru wchodzi lekko przylansowany facet, zaprasza na obiad kobietę. Może nie wygląda na kogoś, kto jada w takich miejscach, ale po chwili już wszystko jest jasne. Jadł u tych Pań jeszcze jak był dzieckiem, uwielbia ten smak. Panie uczyły go jeść pałeczkami. Znajoma nie jest z Warszawy, ale nie mógł jej tu nie przyprowadzić. Na ścianie zauważam wycinek z gazety sprzed nastu lat, który też mówi o legendzie miejsca. Faktycznie nie dałam rady zjeść całej porcji, zabrałam ją do domu. Pałaszując resztę obiadu następnego dnia, zadumałam się jakie to smutne, że takie miejsca z biegiem czasu jednak tracą na popularności. Panie deklarują, że oddadzą lokal wyłącznie komuś, kto będzie kontynuował ich kuchnię. Czy uda się uratować „Chińczyka” przed zapomnieniem?

Warszawa przestaje być jedzeniową pustynią dla ludzi, którzy nie chcą pochłaniać kiepskiej jakości fast foodów i żurku z proszku. Zanim nastał etap mody na burgery (które, co by nie mówić, faktycznie są smaczne) i podobne szybkie, niedrogie i dobre jedzenie, próbowałam różnych opcji – „chińczyka”, „kebaba”, różnych barów mlecznych też. Nigdzie jednak nie mogłam powiedzieć – to jest to czego szukałam. Rusałka i Bar Chińczyk przypomniały mi, że są w Warszawie jeszcze smaki, za którymi się tęskni, stoliki, przy których toczą się niesamowite rozmowy. Poznawanie miejsc z historią i długim stażem bardzo mi się spodobało. Myślę, że nadeszła chwila by zmierzyć się z Amatorską, Lotosem i kilkoma innymi miejscami, które zatrzymały się w czasie. Mają one więcej ducha tego miasta, niż niejedna modna klubokawiarnia.

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...