Głośna cisza wyborcza

Polityka Warszawska    2015-05-24 08:34:30

Cisza wyborcza – dla jednych jest to czas, w którym można spokojnie przeanalizować kampanię i podjąć decyzję, dla innych – nikomu niepotrzebny demokratyczny relikt. Skoro nie możemy dziś rozmawiać o polityce, na agendę bierzemy właśnie ją. Czy cisza może budzić kontrowersje? Może i budzi, aby to udowodnić przypominamy felietony naszych redaktorów i nie tylko. O ciszy w ciszy piszą: Paweł Krulikowski, Karolina Wiśniewska i Konstanty Chodkowski.

Paweł Krulikowski: Utrwalanie absurdu

Wśród wielu nieporozumień polskiego kodeksu wyborczego jest tylko jedna, niekwestionowana królowa. Cisza wyborcza. Zaprojektowana, by chronić młodą demokrację stała się kreatorką absurdów i paradoksów. Nadchodzące wybory samorządowe znów utwierdzą nas w tym przekonaniu.

Pamiętają pewnie Państwo tę słynną konferencję „leśnych dziadków” z Państwowej Komisji Wyborczej, na której z pełną stanowczością i hardymi minami ogłoszono, że PKW będzie konsekwentnie ścigała wszelkie przejawy łamania ciszy wyborczej w internecie. Wtedy, według interpretacji wyborczych komisarzy, nawet zwyczajne polubienie strony kandydata na Facebooku w przeddzień wyborów mogło być uznane za agitację. Absurd? A jakże. Nie do wyegzekwowania? Oczywiście. Ale takie mamy prawo.

Sytuacja kolejna. Załóżmy, że urzędująca w Warszawie Pani Prezydent w dzień ciszy wyborczej zdecyduje się na inspekcję stanu funkcjonowania komunikacji miejskiej w m. st. Warszawa. Inspekcji będą towarzyszyć media, które pokażą przebitki tego wydarzenia w, załóżmy, „Telewizyjnym Kurierze Warszawskim”. Zgodnie z ordynacją wyborczą prezydent ma do tego pełne prawo, w końcu jest prezydentem i należy to do jej obowiązków i nie ma to nic wspólnego z wyborczą agitacją. Gdyby taką inspekcję, tego samego dnia, zorganizowali inni politycy, mogliby zostać srogo uderzeni po kieszeni przez PKW. Jak bardzo? Otóż kara za złamanie ciszy może sięgnąć nawet 5 tysięcy złotych.

Od wielu, wielu lat eksperci powtarzają to samo. Cisza wyborcza jest śmiesznym reliktem czasów demokratycznego przełomu, kiedy twórcy naszej III RP obawiali się o łatwe manipulowanie Polakami w ostatnich dniach kampanii wyborczej. Nawet jeśli wtedy ten strach był słuszny (choć uważam, że i wówczas nie), to dzisiaj cisza wyborcza i metody jej egzekwowania budzą już tylko pusty śmiech i są prawną wydmuszką, której utrzymanie jest czystą fikcją, realizowaną w sposób nad wyraz wybiórczy.

Absurdów, generowanych przez instytucję wyborczej ciszy nie sposób wymienić w tej krótkiej polemice. Hipotetycznie, czy ktoś, kto chodzi w przedwyborczą sobotę w koszulce z obliczem kandydata łamie ciszę? Niby oczywiście tak, ale jeżeli zacznie tłumaczyć się, że założył ją jeszcze w piątek, jest niebywałą fleją i zmienić jej nie zamierza aż do niedzieli, do 21:00? Sami Państwo widzicie, groteska goni groteskę.

Jedna z najstarszych demokracji na świecie, Stany Zjednoczone, o instytucji ciszy wyborczej nawet nie myśli. W dzień wyborów przez ulice amerykańskich miast i miasteczek przewalają się demonstracje kandydatów, a oni sami agitują do ostatniej godziny, dzwoniąc do wyborców z pytaniem „Czy już na mnie głosowałaś?!”. Nikt przy tym nie sugeruje, że jakiś wydumany zakaz agitacji w dzień wyborczy „ochroniłby demokrację” czy „pomógłby wyborcom w spokojnym namyśle”.

Krótko mówiąc – ustawodawca, utrzymując instytucję ciszy wyborczej, po raz kolejny traktuje wyborcę jak debila. Niesamodzielnego „dzieciaka”, którego trzeba kontrolować, bo „źli politycy” w przedwyborczą sobotę namieszają mu w głowie i zmuszą do fatalnego wyboru. Nie ma to nic wspólnego z demokracją. Instytucji ciszy wyborczej bliżej raczej do PRL-owskiej cenzury.

---------------------------------------------------------------------------------------------------

Karolina Wiśniewska: Wyciszmy polityków choć na jeden dzień

W momencie, kiedy Internet na każdym kroku karmi nas afiszami i reklamami polityków, a głosy wyborców komentowane są nie na podstawie sondażowych słupków, lecz zebranych grzybków czy też zjedzonych jabłek, nie trudno dziwić się pomysłowi zniesienia ciszy wyborczej. Wydaje się on bardzo atrakcyjny, ale tylko pozornie. Jestem bowiem przekonana, iż jej absolutny brak spowodowałby, że szybko zaczęlibyśmy za nią tęsknić.

Klasyczny model ciszy wyborczej powinien zostać zmodyfikowany. Doskonale wiemy (chociażby z doświadczenia wyborów samorządowych czy do Parlamentu Europejskiego), iż w dobie powszechnej cyfryzacji, całkowitej „ciszy podczas ciszy” naturalnie nie da się utrzymać. Strony internetowe, profile kandydatów na Facebook'u czy też komentarze na Twitterze nie znikają z dnia na dzień, wraz z wybiciem magicznej godziny 24.00. Ostrzeżenia PKW, jakoby popularne „lajki” dawane politykom w dniu wyborów to agitacja, za którą możemy ponieść karę bynajmniej nie podnoszą także powagi czynu wyborczego, lecz wywołują salwę śmiechu. Przyznam się przy okazji Państwu, że podczas ostatnich wyborów agitowałam, zarówno po prawej, jak i po lewej stronie politycznej – tak, aby było sprawiedliwie. Trochę z ciekawości, trochę na przekór. Nie ukarano mnie. Cóż, świat idzie do przodu, nasi ustawodawcy zostają nieco w tyle... Szkoda.

Mimo wyżej przytoczonych absurdalnych sytuacji, uważam, że cisza wyborcza powinna zostać utrzymana. Mówi się, że jej głównym celem jest uspokojenie nastrojów wyborców, z czym też nie do końca się zgodzę. Dla mnie cisza jest bardziej wyciszeniem polityków – w przeddzień wyborów szalenie potrzebnym. – Ludziom należy się trochę spokoju, zwłaszcza że w końcówce kampanii argumentacja sięga dna – mówił niegdyś w wywiadzie dla "Rzeczypospolitej" prof. Piotr Winczorek. Otóż to! Wyborcy potrzebują tych kilkudziesięciu godzin bez manifestacji i reklam grających już tylko i wyłącznie na emocjach.

Nie wiem, jak Państwo, ale ja – w dniu głosowania – nie chciałabym widzieć przed moim lokalem grupki polityków, przekonujących, że to właśnie oni są najlepsi, mają plany, perspektywy, zmienią wszystko tak, aby żyło mi się lepiej. Argumentów tego typu wysłucham się wystarczająco podczas trwającej kilka tygodni kampanii. I przyznam szczerze, iż w przeddzień wyborów, zamiast retorycznych umizgów przyszłych rządzących, wolę jednak słuchać o innych sprawach (nawet jeśli są mocno „ogórkowe”). A może dowiem się czegoś ciekawego o tym, co dzieje się w drugiej części świata...

Nie myślmy w kategoriach zero-jedynkowych: dobra – zła, usunąć – zostawić. Czasem to, co znajduje się gdzieś pomiędzy może okazać się najlepszym rozwiązaniem. Warto podjąć jakąś refleksję i zamiast jednoznacznie pozbawiać naszą demokrację ciszy wyborczej, podjąć dyskusję – w różnych kręgach: ustawodawczym, rządowym, pozarządowym – o tym, jak ją zmienić.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Konstanty Chodkowski: Nie zakrzykujmy ciszy wyborczej!

Ustrój demokratyczny, jak wszystkie inne, ma swoje wady. Jedną z najczęściej wspominanych jest wątpliwość co do słuszności oddawania ważnych spraw publicznych pod osąd tłumu. Wszak tłum – populus – z łatwością poddaje się manipulacjom, namiętnościom, iluzjom, mitom. Jest w stanie przyjąć i zrozumieć jedynie uproszczone manifestacje idei, nie jest zainteresowany dogłębną analizą problemu. Przypisuje mu się cechy takie jak impulsywność, kapryśność, niestabilność. Pod wpływem emocji często podejmuje decyzje, których skutków sam później nie jest w stanie zdzierżyć. Przestrzegali o tym Platon, Joseph Schumpeter, przestrzegał José Ortega y Gasset, dostrzegał to Alexis de Tocqueville, wiedzieli to Włodzimierz Iljicz Lenin i Benito Mussolini (bo obaj czytali Gustava le Bona) i  wielu, wielu innych. Orszak krytyków demokracji jest długi i wielu ich argumentom trudno nie przyznać racji. Cóż więc czynić?

Jednym z rozwiązań problemu jest właśnie instytucja ciszy wyborczej. Jej zastosowanie ma pomóc w ostudzeniu nagrzanej do granic możliwości, rozdudnionej i rozhulanej kampanijnej atmosfery. Jej celem jest stworzenie  warunków do zadumy i refleksji przed oddaniem głosu, wyciszenie zbędnych emocji, wzbudzenie w ludziach tego zmysłu, który niektórzy nazywają „racjonalizmem”. Cisza wyborcza ma także umożliwić wyborcom spojrzenie z dystansem nie tylko na sytuację polityczną, ale i na własne poglądy. Jest to fakt dowiedziony i trudny do podważenia, iż w emocjach człowiek podejmuje przeważnie niekorzystne dla siebie decyzje. Zasada jest prosta: kto idzie do lokalu wyborczego ze spokojną głową, ten wyjdzie z niego ze spokojnym sumieniem.

Oczywiście, w XXI wieku, w dobie rewolucji komunikacyjnej, egzekucja ciszy wyborczej jest trudna (choć nie niemożliwa) do utrzymania. Ale przecież właściwe przestrzeganie prawa nie zależy tylko od organów ścigania, sądów i komornika, ale także od kultury prawnej obywateli. Jeśli więc zależy nam, aby Polacy wybierali dobrze i aby nie musieli się potem swoich wyborów wstydzić – uszanujmy ciszę we własnym zakresie. Dajmy wyborcom w spokoju robić to, co do nich należy.


 

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...