Barbara Nowacka: Potrzeba nam więcej uczciwości i sprawiedliwości społecznej [WYWIAD]

Polityka Warszawska    2015-08-21 07:09:24

Na lewicy nie liczy się nazwa, lecz konkretne działanie – przekonuje Barbara Nowacka, z którą rozmawiamy o najtrudniejszych momentach na drodze do łączenia lewicy oraz działaniach politycznej konkurencji. Liderka Twojego Ruchu i "jedynka" na warszawskiej liście do Sejmu opowiada nam o tym, czym w polityce jest „szantaż obciachem” i jakie propozycje ma do zaoferowania wyborcom, szczególnie z tak bliskiej nam i Wam Warszawy.

Karolina Rogaska: Zacznę od tego co najbardziej aktualne, czyli od faktu, że mamy już oficjalnie dwie Zjednoczone Lewice w Polsce...

Barbara Nowacka: Tak. Jednak uważam, że w polityce nie chodzi o to, kto będzie pierwszy czy jak kto się nazwie, lecz o to, co chce rzeczywiście zrobić. Mamy konkretny program i pomysł na zmiany. I sprzeciwiam się takim „zabawom w zajmowanie” czy rejestrowanie „czegoś podobnego”. Szczególnie jeśli dzieje się to na jednej, wspólnej stronie sceny politycznej.

Założyciele tej drugiej Zjednoczonej Lewicy, tj. prof. Hartman i pan Filemonowicz mówią, że zrobili to, bo chcą ochronić lewicę przed Januszem Palikotem i Leszkiem Millerem.

Wyborcy lewicy mają konkretne oczekiwania. Chcą na przykład darmowych leków, zwiększenia kwoty wolnej od podatku czy gabinetów dentystycznych w szkołach. Nie interesuje ich czy za takimi zmianami będzie stała ta, czy inna osoba. Najważniejsze jest, aby postulaty zostały zrealizowane. Oczywiście, są osoby mniej i bardziej wiarygodne. Na szczęście wybory pozwalają oddać głos na najbardziej zaufane.

Poza tym, jeśli spojrzymy na wynik partii z poprzednich wyborów, widać gdzie był kredyt zaufania, który przełożył się na mandaty poselskie. Janusz Palikot otrzymał ponad 90 tys. głosów w wyborach w 2011, w wyborach prezydenckich już nie było tak dobrze, ale nadal tysiące osób na niego zagłosowało. To powinno być odpowiedzią na pytanie, gdzie jest realna siła. Są osoby, którym propozycja „Zjednoczonej Lewicy” Zielonych, UP, PPS, SLD i TR odpowiada, a wiadomo że innym nie będzie. My działamy cały czas otwarcie, a o innej Zjednoczonej Lewicy usłyszeliśmy z zaskoczenia.

No tak, o nich dowiedzieliśmy się dosłownie z dnia na dzień.

Gdyby otwarcie powiedzieli, że mają pomysł i chcą go zrealizować nie byłoby takiego "niesmaku". Rozumiem partie, według których nasza koalicja nie jest tym czego szukają. Ważne jednak, by grały w otwarte karty, tak jak robi to np. Partia Razem. Dzięki temu znamy ich intencje od początku. Nie mam wątpliwości, że jeśli przyjdzie nam coś w przyszłości wspólnie realizować, to Partia Razem będzie fair.

Zagranie pozostałych, o których wciąż mówimy było nieuczciwe. Nie każdy może mieć jedynki, kiedy tego chce, ale to nie powód by się obrażać i działać w taki sposób. Mi się udało uzyskać prestiżową „jedynkę” w Warszawie, ale kilka moich kolegów i koleżanek, by mnie wesprzeć musiało zrobić krok wstecz i na tym też polega sztuka negocjacji i kompromisów. Według mnie, warto odrzucić animozje i szukać porozumienia. Kłótnie służą pojedynczym politykom, a wyborcy na takim impasie nie zależy.

Kompromisy widać szczególnie po stronie mniejszych partii wchodzących w skład Zjedonczonej Lewicy. Większość jedynek, ma SLD i Twój Ruch. Wygląda to trochę tak, jakby reszta ugrupowań, stanowiła tylko ozdobniki tej koalicji.

Patrzymy również na siłę partii i potencjał nazwisk. Niektóre z partii mówiły, że interesują je 2-3 okręgi, bo w nich mają szansę zrobić dobrą kampanię i ludzie ich w tych miejscach znają. Zielonym, dla przykładu, zależało na dwóch jedynkach i je wynegocjowiali. Na pierwsze miejsca wstawiamy osoby, które mają być tzw. lokomotywą. Nie oznacza to jednak, że na kolejnych pozycjach będą jednostki słabe. Budując listę warszawską, nie patrzę kto jest dla mnie najmniejszą konkurencją, wręcz przeciwnie, sprawdzam kto zdobędzie jak najwięcej głosów i z kim najlepiej rozłożymy akcenty, żeby dać ludziom szeroką ofertę wyborczą. To, że ktoś ma drugie miejsce, nie oznacza, że nie ma szansy dostać się do Sejmu. Na liście warszawskiej będzie 40 osób. To nie będą tylko ludzie partyjni. Nie ma co wyrokować o listach na podstawie jedynek.

Może Pani zdradzić nazwiska kilka osób, które także znajdą się na warszawskiej liście?

Jeszcze nie teraz. Pragniemy pokazać gotowe, skończone listy. Gwarantuję, że będzie ciekawie.

Wspomniała Pani o tzw. lokomotywach. Mówi się, że to Pani jest, posłużę się tym stwierdzeniem, taką lokomotywą całej Zjednoczonej Lewicy. Nie lepiej było tę siłę wykorzystać dla własnego projektu, zamiast zużywać ją na wspieranie Janusza Palikota i Leszka Millera?

Trzeba myśleć realistycznie. Na lewicy jest bardzo dużo partii i każda powstawała z takim zamysłem, że oto zbudujemy coś lepszego niż wszystko inne. Oczywiście, są momenty kiedy takie budowanie od podstaw ma sens. Ale teraz jesteśmy tuż przed wyborami i mamy przed sobą wizję, że do Sejmu wejdzie dużo partii które są konserwatywne. Budowanie czegoś od nowa i jeszcze większe rozbijanie lewicy nazwałabym w takim wypadku egoizmem. Powinniśmy się opierać na wspólnocie i solidaryzmie. Męczy mnie, kiedy słyszę, że teraz trzeba stawiać tylko na nowości i na młodych. A niby dlaczego? Ci co przez lata pracowali uczciwie, spełniali się samorządowo i parlamentarnie, teraz mają być zdjęci ze sceny? Zapomina się, jak ważny jest ich kapitał intelektualny. Kiedy budujemy firmę, możemy brać tylko ludzi młodych i niedoświadczonych, ale efektywność działania będzie mniejsza. W parlamencie działa to analogicznie, potrzebna jest skuteczność. Nacisk tylko na młodość tej skuteczności nie gwarantuje. Poza tym, to powoduje wyrzucanie poza nawias osób starszych. Były partie które mówiły: "U nas nie będzie osób powyżej 45 roku życia!". W ten sposób, chociaż pewnie nie intencjonalnie, sprawiły, że osoby powyżej tego wieku czują się stygmatyzowane, niepotrzebne, wypychane poza nawias. Lewica nie może w ten sposób działać. Tym różnimy się od prawicy czy liberałów, że chcemy budować wspólnotę nie patrząc na wiek, wiarę, pochodzenie, płeć czy orientację. Ważne, że ktoś ma te same ideały i chce realizować wspólne postulaty.

Z tym że tu nie chodzi tylko o wiek. Według niektórych komentatorów, Palikot czy Miller próbują się przemknąć do Sejmu za plecami Pani, Pauliny Piechny-Więckiewicz czy Krzysztofa Gawkowskiego.

Bardzo ładnie określił tego typu wypowiedzi współprzewodniczący Zielonych Adam Ostolski mówiąc, że to jest tzw. szantaż obciachem. "Mainstream" próbuje wyznaczać jacy politycy są "obciachem" i wmawia, że my tylko ich zakrywamy, by udało im się wejść do Sejmu. Nie poddajemy się takiemu szantażowi. Szanujemy i cenimy ludzi z którymi współpracujemy. Niekoniecznie musimy się we wszystkim zgadzać, ważne byśmy mieli jeden kanon wartości i o to samo wnioskowali w parlamencie. Całą resztę powiedzą nam nasi wyborcy oddając głosy.

Jakie widzi Pani perspektywy współpracy, porozumienia pomiędzy Zjednoczoną Lewicą, a prawicą?

Porozumienie formalne, koalicja z PiS jest absolutnie wykluczona. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość zrozumiało nasze postulaty dotyczące polityki społecznej. Teraz prezentują je jako swoje... Jestem przekonana, że jeśli zechcą je realizować, to my im pomożemy głosując. Oczywiście w takim kształcie, który będzie sprawiedliwy dla wszystkich.

W retoryce prawicy przeważa konserwatyzm, istnieje na przykład jeden właściwy model rodziny. Na tym gruncie pewnie będziemy się spierać, bo według nas każda rodzina, jaka by ona nie była zasługuje na wsparcie. Chcemy też zmienić sposób myślenia o wspieraniu osób ubogich. Pomysł z rozdawaniem 500 złotych na dziecko jest zupełnie nietrafiony. Przerabialiśmy to już przy "becikowym". Ludzi o trudnej sytuacji ekonomicznej, lepiej wspierać w aktywizacji zawodowej, bo kilkaset złotych nie zmieni długofalowo ich sytuacji materialnej. Natomiast dla bogatych, te pieniądze nie będą miały znaczenia.

To jeden z pomysłów, by zmieniać status ekonomiczny społeczeństwa. A co Zjednoczona Lewica może zaproponować mieszkańcom dużych miast, takich jak Warszawa, chociażby w kwestiach mieszkaniowych?

Świetnie, że Pani pyta o mieszkania, bo będziemy o tym dużo mówić, szczególnie w Warszawie. Niestety, to jest specyfika dużych miast. Mieszkania pod wynajem są bardzo drogie, kupowanie zaś wymaga dużych, często nieosiąglanych nakładów finansowych. W dodatku, jest trudną inwestycją, bo wiąże nas z danym miastem i nie powala na mobilność. Zamyka horyzonty. Ja jestem zwolenniczką promowania przez państwo mieszkań na wynajem. W Polsce po roku 1989 pojawiło się przeświadczenie, że mieszkanie trzeba mieć na własność. Mamy zresztą programy rządowe, które namawiają do tego żeby lokum kupować, a nie tanio wynajmować. Takie myślenie jest zupełnie nieperspektywiczne. Inne potrzeby ma 19-latek przyjeżdżający na studia, a inne osoba, która zakłada rodzinę, spodziewa się dziecka. Mieszkanie kupione w danym okresie życia, może być już za kilka lat niewystarczające. Konieczne jest wprowadzenie systemu pozwalającego na tanie wynajmowanie nieruchomości. Trzeba rozpocząć też sensowną współpracę z deweloperami. Należy prowadzić dialog o prawie do mieszkania, i pomagać ludziom, którzy mieszkają w bardzo dużym zagęszczeniu. Jest mnóstwo osób po 30-stce w dalszym ciągu zamieszkującymi z rodzicami. To nie sprzyja rozwojowi osobistemu, zawodowemu czy po prostu naszemu samopoczuciu. W wielu krajach europejskich, takie nadmierne zagęszczenie zamieszkania, staje się kryterium do udzielenia pomocy socjalnej.

Żeby wynajmować mieszkanie, trzeba zarabiać. Mieć stały dochód. Ciągle nierozwiązany pozostaje problem umów śmieciowych, które takie finansowej pewności nie zapewniają. Jakie pomysły w tej kwestii ma Zjednoczona Lewica?

Obserwuję od dłuższego czasu jak się zmienia rynek pracy. Kiedyś umowa o pracę, byłą czymś oczywistym. Agresywny kapitalizm wymusił tworzenie umów śmieciowych. Zresztą część osób świadomie wybiera śmieciówki. Nie myślą o emeryturze, ubezpieczeniu zdrowotnym, chcą mieć za co żyć tu i teraz. Wprowadzenie stałej składki ZUS, sprawiłoby, że pracodawca nie ponosiłby dużych kosztów zatrudnienia. Potrzeba do tego reformy ZUSu i wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy. Konieczne jest także zlikwidowanie bezpłatnych staży, bo to jest zwyczajny wyzysk. Pracodawcy się to opłaca, bo może mieć darmową siłę roboczą. Z drugiej strony jednak, nie zdobędzie doświadczonych pracowników. Dla stażysty to tylko strata czasu, bo tak na prawdę nie wzbogaca swojego CV ani nie czyni go atrakcyjnym. Potencjalny pracodawca, widząc pięć trzymiesięcznych staży, wie, że ma do czynienia z osobą, którą można łatwo manipulować. Dużo bardziej ceniłby kogoś, kto otrzymywał wynagrodzenie za swoją pracę... Żyjemy w XXI wieku i coś takiego jak bezpłatny staż nie powinno w ogóle istnieć! Potrzeba nam wszystkim więcej uczciwości i sprawiedliwości społecznej.  

Autorka: Karolina Rogaska

 

Zdjęcie: facebook.com/BarbaraANowacka

 

 

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...