Chciałbym być prezydentem tego miasta

Daniel Nowak    2013-05-06 08:50:40

Druga część rozmowy z Piotrem Guziałem, burmistrzem Ursynowa i liderem Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej. W ekskluzywnym wywiadzie dla Polityki Warszawskiej Piotr Guział opowiada Danielowi Nowakowi o swojej przeszłości w SLD, relacjach z Hanną Gronkiewicz-Waltz i politycznych planach na przyszłoroczne wybory samorządowe.

Polityka Warszawska: Za rok wybory samorządowe. Jakie są Pana plany?

Piotr Guział: Po raz pierwszy chcemy wprowadzić do Rady Miasta reprezentację bezpartyjną, tak jak ma to miejsce w niemalże wszystkich dużych miastach w Polsce. Istotnym elementem w radach miast są kluby samorządowe, które albo są związane z prezydentem, albo są w opozycji, ale funkcjonują. I nie ma żadnego powodu, żeby w Warszawie było inaczej.

Do tej pory ciężko to było stworzyć taką ogólnowarszawską formację z uwagi na wielkość miasta, ale podjęliśmy taki trud. Jestem przewodniczącym Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej. Jest to koalicja 13 komitetów dzielnicowych, która współrządzi 4 dzielnicami. Jesteśmy na tyle dobrze zorganizowani i wiarygodni w tym co robimy u siebie – w poszczególnych dzielnicach – że przewiduję zmierzch partii politycznych w Warszawie. Przewiduję, że osiągniemy wynik, który będzie na miarę nie tylko stworzenia klubu w Radzie Miasta, ale ja oceniam, że my wygramy te wybory.

To jest kwestia zaproponowania pewnej wizji Warszawy, której partie nie są w stanie zaproponować, bo dla partii jest to tylko i wyłącznie element prowadzenia polityki w stosunku do swoich członków. Czyli wygrywamy wybory, nasi wchodzą, no i jesteśmy. Pytanie: co dalej? Nie ma w partiach jakiejś większej wizji. A my tę wizję Warszawy chcemy warszawiakom zaproponować. Chcemy pokazać, że można budować różne sojusze, mimo że na co dzień możemy mieć różne poglądy polityczne. Jeżeli mamy wspólne cele, to możemy je wspólnie realizować. To spowoduje, że warszawiacy nam zaufają, tak jak zaufali nam w dzielnicach, i stworzymy klub na miarę współrządzenia Warszawą.

Przypuszczam, że trzeba będzie mieć koalicjanta. Czy będzie nim lewica, Europa +, PiS czy PO – czas pokaże. Mi oczywiście najbliższa jest lewica. Ale Warszawska Wspólnota Samorządowa to są ludzie o różnych poglądach politycznych, nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że raczej bardziej wychylonych na prawo niż na lewo, więc jestem pewnym ewenementem. Równoważę te poglądy większości moich kolegów tym, że ja jestem przewodniczącym. Nie zamykamy się przed nikim, przed żadną opcją, a chcemy, żeby Warszawa była zarządzana w inny, przyjazny mieszkańcom, wyzbyty pychy władzy sposób. Taki jest nasz plan.

A mój osobisty plan jest jeszcze taki, żeby wybrać prezydenta Warszawy, który będzie prezydentem z wieloletnią wizją tego miasta i o którym będzie się w przyszłości na kartach podręczników pisało jak o Starzyńskim czy Starynkiewiczu, mimo że obaj nie byli wybrani w demokratycznych wyborach.  Uważam, że obecne władze Warszawy wypaliły swoje paliwo polityczne, które jest niezbędne do tego, żeby tym miastem zarządzać. Mam takie wrażenie, że cyfrowa Warszawa ma analogowe władze i czas to zmienić.

Będę zabiegał u wszystkich partnerów politycznych, żebyśmy poszukali osoby, która po pierwsze mogłaby połączyć rozmaite poglądy, a po drugie, która będzie mogła Warszawą na tyle dobrze zarządzać, że mieszkańcy będą mieli satysfakcję ze swojego życia, a potomni wspominali dobrze ten okres w historii stolicy.

A czy Pan jest taką osobą, która mogłaby połączyć poglądy i dobrze zarządzać miastem?

(Śmiech) Na pewno mógłbym połączyć poglądy – to udowodniłem. Przyjaźnię się z posłami Ruchu Palikota, przyjaźnię się z politykami SLD, PiSu, mam też wielu kolegów w PO – co prawda na Ursynowie z nią nie współpracuję, ale spotykamy się na niwie samorządowej z rozmaitymi parlamentarzystami i samorządowcami. Mówimy często jednym głosem. Z tych polityków warszawskich, którzy obecnie są na scenie wydaje mi się, że mógłbym połączyć najwięcej potencjałów politycznych.

W tym ustroju, przy prezydent, która nam nie sprzyja, przy tych kompetencjach jakie posiadamy, przy tym kryzysie finansowym – jeżeli to wszystko złożymy razem, to wydaje mi się, wydaje mi się, że całkiem nieźle idzie nam zarządzanie Ursynowem. Zatem być może warto pomyśleć o Warszawie, ale jest to na tyle poważna sprawa, że nie może być ona wyłącznie moją ambicją, ani żadnego innego kandydata, który chce być poważnym kandydatem. To musi wyjść z wielu środowisk. Jeżeli wiele różnych merytoryczne środowisk: kupcy, ludzie sportu, ludzie kultury, ekolodzy, czy inwestorzy, ale też różnych politycznie: prawica, lewica, zieloni stwierdzą że mamy wspólny mianownik, a ja będę miał takie poczucie, że mam poparcie tych środowisk, to wówczas nie uchylę się od odpowiedzialności. Natomiast jeżeli mam być reprezentantem tylko swojego własnego środowiska, to uważam, że to jest za mało.

Ale czy chciałby Pan zostać prezydentem?

Oczywiście, że tak. Jeżeli kandyduje się w wyborach to przecież z myślą o tym, że być może po którejś kadencji przyjdzie czas, żeby wziąć odpowiedzialność za największe projekty, tak jak zrobił to po wielu kadencjach premier Tusk, tak jak robią to samorządowcy, którzy w innych gminach najpierw są radnymi, a potem zostają burmistrzami, wójtami, prezydentami. Ja jestem 15 rok w samorządzie, czwartą kadencję. Myślę, że na tyle dużo wiem o samorządzie, na tyle dużo umiem, jeżeli chodzi o samorząd, a jednocześnie mam konkretną wizję Warszawy, że chciałbym się podjąć tego zobowiązania.

Jednak tak jak powiedziałem:  to nie może być tylko przejaw moich ambicji, to musi być wola wielu środowisk. To jest tak, że zamknięcie się jedynie na własnej ambicji jest początkiem końca. Mam takie wrażenie obserwując wypowiedzi niektórych potencjalnych kandydatów na prezydenta Warszawy, że ich własna ambicja, ich własne ego przesłoniło im całkowicie rzeczywistość. Teraz śledzę wypowiedzi niektórych potencjalnych kandydatów, których oceniam jako sympatycznych ludzi, ale z niewielką wiedzą o mechanizmach zarządzania Warszawą. Nie o to mi chodzi, żeby się pokazać, otrzymać niewielki wynik i zawieść swoje środowisko. Chodzi o to, że jeżeli się już za coś bierze, to po to, by dojść do mety na pierwszym miejscu.

Czyli nie otrzymam od Pana jednoznacznej deklaracji, że będzie się Pan ubiegał o prezydenturę?

Nie otrzyma Pan jednoznacznej deklaracji jeśli chodzi o najbliższe wybory, ale otrzyma Pan informację, że tak, chciałbym być w przyszłości prezydentem tego miasta.

Dwa razy ubiegał się Pan o mandat posła, a z drugiej strony jest Pan 15 rok w samorządzie. Czy warto przenosić się z samorządu do polityki ogólnokrajowej?

Jeśli pełni się funkcje wykonawcze w samorządzie, dowolnego szczebla, dowolnej wielkości, jeżeli jest się wójtem, burmistrzem, prezydentem – to absolutnie nie warto iść do parlamentu. W parlamencie nie podejmuje się decyzji, które wprost wpływają na obywateli. Podejmuje się decyzje strategiczne, przyjmuje się projekty ustaw, które na którymś etapie naszego życia będą czymś skutkowały, ale nie ma się takiego poczucia, że ma się jednoosobowy wpływ na to. Wręcz przeciwnie.

Gdy startowałem w wyborach parlamentarnych, wydawało mi się, że to będzie dobry pomysł, żeby spróbować radzić w nieco większym wymiarze niż czyni to radny. Ale akurat wtedy byłem na początku swojej drogi, więc nie mogłem liczyć na dużą rozpoznawalność i wysokie miejsce na liście, a tym samym nie mogłem liczyć na jakiś spektakularny wynik. Dziś traktuję to jako doświadczenie, z którego skorzystałem w późniejszej działalności. Natomiast obecnie, gdybym miał propozycję startowania, nawet z bardzo wysokiego miejsca, nawet z pierwszego miejsca jakiejś listy bliskiej mi politycznie, to bym odmówił. Jeżeli miałbym wybór: burmistrz Ursynowa – parlamentarzysta, to chcę być burmistrzem Ursynowa.

A radny Warszawy – parlamentarzysta?

Parlamentarzysta jest pewnie ciekawszą funkcją. Choć w Warszawie podejmuje się naprawdę bardzo ważne decyzje, bo to jest stolica dużego, europejskiego państwa, więc to nie jest zwykły radny. Ale jest też pytanie w jakiej konstelacji. Odpowiem więc przewrotnie: jeżeli do wyboru jest bycie opozycyjnym parlamentarzystą lub bycie koalicyjnym radnym Warszawy, to wydaje się że bycie w Radzie Miasta jest ciekawsze. W szczególności bycie szefem jakiejś istotnej komisji w mieście. Wtedy ma się poczucie, że rzeczywistość można zmieniać. Opozycyjny parlamentarzysta, oprócz udziału w licznych głosowaniach, nie ma na nic żadnego wpływu.

Pana poprzedniczka, burmistrz Urszula Kierzkowska jest radną sejmiku wojewódzkiego, jednocześnie jest burmistrzem na Woli. Jak Pan to ocenia?

Ja na to patrzę krytycznie. Tutaj też miałem taki dysonans z moimi kolegami z zarządu dzielnicy, bowiem dwoje z nich jest jednocześnie w zarządzie dzielnicy i w sejmiku województwa. Mi się to nie podoba, natomiast przepisy to dopuszczają. Trudno zabronić człowiekowi korzystania ze swobód jakie daje prawo. Uważam, że to prawo powinno zostać zmienione. Sejmik jest tak absorbującym zajęciem z uwagi na rozległość terenu i złożoność problematyki, że nie da się jednocześnie pełnić dobrze tych dwóch funkcji. Powinno być to zmienione i wiem, że takie prace się toczą, by uniemożliwić jednocześnie zasiadanie w sejmiku i pełnienie funkcji wykonawczych w ramach dzielnic. To będzie ruch w dobrą stronę. Dziwię się tym politykom którzy porywają się na jedno i na drugie, bo jak już powiedziałem ciężko mi sobie wyobrazić, że można wykonywać i jedno i drugie w sposób, którego oczekują wyborcy.

Czy Pana zdaniem Hanna Gronkiewicz-Waltz będzie się ubiegać o trzecią kadencję?

Osobiście uważam, że nie będzie się ubiegać o trzecią kadencję. Hanna Gronkiweicz-Waltz jest politykiem spełnionym, ale też wypalonym. Spełnionym, dlatego że pełniła istotne funkcje w państwie i gospodarce. Była prezesem Narodowego Banku Polskiego, wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, parlamentarzystką, a teraz jest prezydentem Warszawy. Dorobek ma duży, ale wydaje mi się, że czasy świetności jako menedżer i polityk ma już za sobą.

Warto pamiętać, że tegoroczny budżet inwestycyjny Warszawy wyniesie 3 miliardy złotych, przyszłoroczny - 1 miliard a w 2015 roku - 500 milionów. Warszawa się zwija. Tego nie można wiązać tylko z kryzysem. Taka jest polityka obecnych władz; to wiąże się z decyzjami jakie były podejmowane. Nie wydaje mi się, żeby pani prezydent miała siłę, żeby się zmierzyć z tym kryzysem i ogromnymi problemami, jakie stoją przed Warszawą. Jest potrzebny ktoś, kto ma w sobie energię i zapał, i jest gotów przebić głową mur, a ja nie wyobrażam sobie Hanny Gronkiewicz-Waltz przebijającej głową mur. Nawet w kasku. Zatem wydaje mi się, że nie będzie kandydować.

Z SLD odszedł Ryszard Kalisz. Wśród potencjalnych kandydatów tej formacji na urząd prezydenta Warszawy wymienią się Katarzynę Piekarską, Marka Balickiego czy Józefa Oleksego, ale brak jest jednoznacznej decyzji. Na lewicy zadeklarował się też Andrzej Rozenek (Ruch Palikota). PiS nie ma żadnego naturalnego kandydata na prezydenta. Może Pan jako kandydat popierany przez te dwie partie?

Duże partie mają problem z samorządami. Kiedy jeszcze byłem członkiem SLD, to się z tym mierzyliśmy. W pewnym momencie doszło do tego, że członkowie SLD, którzy startowali z niepartyjnych komitetów byli wykluczani z partii. Później ci sami ludzie odnosili sukcesy – zostawali wójtami, burmistrzami czy radnymi. Partiom trochę nie mieści się w głowie, że w samorządzie jest inaczej niż w parlamencie. Dlatego w parlamencie trudno wyobrazić sobie koalicję PiS i Ruchu Palikota, natomiast w samorządzie mogą dobrze współpracować.

Najlepszym przykładem, jak to zrozumieć, jest porównanie z mieszkaniem w bloku. Mieszkając w bloku nie wybieramy sobie sąsiadów. Sąsiedzi mają swoje poglądy polityczne i może być tak, że na parterze mieszka wyborca Ruchu Palikota, na pierwszym piętrze członek SLD, na drugim członek PiS, a na kolejnym sympatyk PO. Ale oni mają wspólne cele: żeby była czysta klatka schodowa, żeby było zielono dookoła, żeby były miejsca parkingowe, żeby było bezpiecznie. I wtedy współdziałają razem. A jeżeli to nie jest spółdzielnia, tylko wspólnota, to na jednym zebraniu głosują wspólnie za konkretnymi sprawami. Czyli można? Można.

Rzeczywiście SLD nie ma kandydata na prezydenta Warszawy. Te wymienione osoby to jest kaczka dziennikarska. Józef Oleksy nie zamierza kandydować na prezydenta Warszawy, a często z nim rozmawiam. Wydaję mi się, że Katarzyna Piekarska również nie przejawia zainteresowania. Marek Balicki już kandydował na prezydenta, więc może… Ale on z kolei nie jest kandydatem SLD – dopiero ostatnio zapisał się do partii, ale większych związków z nią nie ma.

Andrzej Rozenek jest bardzo wyważonym politykiem o dużym dorobku dziennikarskim, ale nie zarządzał nigdy niczym. Nie znam żadnego podmiotu ani struktury, którą zarządzałby Andrzej. Nie wiem, czy najlepszym pomysłem jest rozpoczynać swoją przygodę z zarządzaniem od startu na prezydenta Warszawy. 

Jeśli chodzi o PiS to tam też nie ma kandydata – takiego naturalnego. Mowa jest o pośle Wiplerze, z którym w wielu kwestiach się zgadzam, ale on teraz boryka się ze sprawą finansowania jego fundacji przez firmy tytoniowe, co może zostać ocenione w jego środowisku, jako problematyczne w kontekście jego kandydatury. Mówi się również o Mariuszu Kamińskim, ale to z kolei kandydatura, która bardzo mocno zamyka elektorat. On jest takim twardym jądrem PiSu, więc nie gwarantuje wejścia do drugiej tury. Jest również możliwość kandydowania posła Jacka Sasina, który wydaje się być kandydaturą najbardziej otwierającą PiS. Jest człowiekiem statecznym, pełnił istotne funkcje w warszawskim samorządzie, był wojewodą, pracował jako minister w kancelarii prezydenta RP. Wydaje mi się najlepszym kandydatem, ale z kolei chyba nie jest takim naturalnym wyborem w tej partii.

Nie można tez lekceważyć Czesława Bieleckiego, który od dawna ma ambicje bycia prezydentem Warszawy. Ma ochotę startować po raz kolejny, a PiS już raz go poparł. Sytuacja jest bardzo ciekawa. Z jednej strony jest wypalona prezydent Warszawy, z drugiej strony nie ma naturalnych kandydatów poszczególnych nurtów politycznych. Być może jest to właśnie miejsce, żeby na scenę wkroczył ktoś, kto mógłby te nurty połączyć. Jeśli nie wszystkie w pierwszej turze, to na pewno większość w drugiej. Poczekajmy, może się taki kandydat objawi?

A może już się objawił na Ursynowie?

Może już się objawił, ale nie wszyscy o tym wiedzą (śmiech).

 

Rozmawiał Daniel Nowak. Tytuł i opis rozmowy od Redakcji.

 

Na trzecią część wywiadu z Piotrem Guziałem zapraszamy dziś o godz. 20:00

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...