Królikarnia znowu w rękach Krasińskich?

Wiktor Raczkowski    2014-06-12 17:44:43

Rodzina Krasińskich, do której przed wojną należał kompleks budynków Królikarni, chce wrócić do swoich rodowych włości. Na przeszkodzie stoi jednak fakt, że od niemal 50 lat mieści się w nich filia Muzeum Narodowego. Dlatego arystokraci zwrócili się do sądu z wnioskiem o jego eksmisję.

Krasińscy utracili Królikarnię po wojnie, kiedy to na mocy dekretu Bieruta znacjonalizowano prywatne grunty w Warszawie. Komunistyczne władze tłumaczyły wówczas, że zapisy dekretu służyć mają sprawnemu podnoszeniu stolicy z ruin. W połowie lat 60. do pałacu wprowadziło się Muzeum Narodowe, które utworzyło w nim swoją filię: Muzeum Rzeźby z kolekcją dzieł Xawerego Dunikowskiego.

Po transformacji ustrojowej, jak donosi Gazeta Stołeczna, Krasińscy ubiegali się o odzyskanie Królikarni, ale dostali ostateczną rozmowę. Rodzina nie dała jednak za wygraną i od 2008 roku rozpoczęła starania o unieważnienie tej decyzji. Z pomocą przyszło Ministerstwo Infrastruktury, które stwierdziło, że decyzja o przejęciu przez państwo grupy nieruchomości było bezprawne. Przedstawiciele Muzeum, czując co się święci, starali się zabezpieczyć swoją obecność w Królikarni, jednak po serii procesów sądowych stwierdzono, że do konfiskaty majątku Krasińskich nie powinno dojść.

Teraz arystokraci dążą do tego, by pałac wraz z okalającymi go 8ha parku na powrót stał się rodową rezydencją. - Mechanizm jest taki, że z momentem ostatecznego unieważnienia decyzji z lat 50. - a tak jest w naszym przypadku - budynki z automatu wracają do dawnego właściciela, nawet jeśli nie dostał jeszcze gruntu - wyjaśnia Ryszard Grzesiuła, reprezentujący spadkobierców.

Decyzja sądów oraz wola rodziny Krasińskich oznacza, że warszawiacy stracą nie tylko Królikarnię, ale także popularny wśród mieszkańców park. - Cofanie historii pachnie absurdem – komentuje dr Rafał Chwedoruk, politolog z Zakładu Najnowszej Historii Politycznej Instytutu Nauk Politycznych UW. - Nawet II Rzeczpospolita nie zwracała powstańcom styczniowym zarekwirowanych przez rosyjskiego zaborcę majątków. Takie pojmowanie sprawiedliwości dziejowej może nas zaprowadzić do tego, że potomkowie 95 proc. Polaków, którzy niewolniczo odrabiali pańszczyznę, zaraz zgłoszą się do spadkobierców szlachty po odszkodowania.

Żądania reprywatyzacyjne, będące konsekwencją dekretu Bieruta, to jeden z najbardziej palących problemów stolicy. Warszawa długo już czeka na sejmową ustawę określającą, które nieruchomości można zwracać w naturze, które nie oraz wyznaczającą sposób wypłaty ewentualnych odszkodowań dla potomków spadkobierców. Dekret był powszechnie krytykowany niemal od momentu jego ogłoszenia. Szczególne wątpliwości budził sposób odbierania gruntów oraz niewypłacanie odszkodowań. Cześć historyków i urbanistów twierdzi jednak, że bez postanowień dekretu odbudowa Warszawy nie byłaby możliwa. - Nie dało się odbudować totalnie zniszczonego miasta bez uspołecznienia gruntów i budynków. Zdecydowano, że Warszawa ma powstać z ruin, dlatego szybko trzeba było budować mieszkania. Warto także przypomnieć, że nacjonalizacja po wojnie miała miejsce nie tylko w Polsce Ludowej i innych krajach bloku, ale także we Francji i w Wielkiej Brytanii – mów dr Chwedoruk.

Ryszard Grzesiuła, pytany o złożony w sądzie wniosek o eksmisję Muzeum, wyjaśnia, że nie byłoby go, gdyby muzealnicy zdecydowali się wyprowadzić dobrowolnie. Krasińskim nie wystarczą jednak wyroki sądowe, dlatego idą jeszcze dalej. Wystąpili do stołecznego ratusza o potwierdzenie faktu, że Królikarnia jest ich własnością. - To ciekawe, że kiedy do Warszawy w 1920 roku zbliżali się bolszewicy, to polscy arystokraci masowo uciekali na zachód zostawiając swoje majątki, w tym kamienice czynszowe wraz z mieszkańcami. Jest w tym pewien rechot historii – ironizuje dr Chwedoruk.

Teraz wszystko zależy od tego, jaką decyzje podejmą władze Warszawy. Duże nadzieje wiąże z nią mec. Marcin Nosiński, który w rozmowie z Gazetą Stołeczną przekonuje, że wadliwe są dokumenty, które w latach 40. po wejściu w życie dekretu Bieruta złożyli przedstawiciele rodziny, starając się o przywrócenie praw ich klientów do rezydencji. - Tylko prezydent Warszawy może rozstrzygnąć, czy wniosek adwokatów państwa Krasińskich był poprawny - mówi mecenas Nosiński. - Jeśli podzieli nasze zastrzeżenia, spadkobiercy nie mają praw do Królikarni. Jeśli nieruchomość zwróci, to z pewnością przyjdzie się rodzinie Krasińskich rozliczyć. Królikarnia została podniesiona z ruin siłami narodu. W tej sytuacji zakładanie spraw o eksmisję Muzeum Narodowego, które przecież nic nie zawiniło, pozostawiam ocenie publicznej.

Stołeczny ratusz do całej sprawy podchodzi bardzo zachowawczo. Urzędnicy deklarują, że w tak skomplikowanej sprawie potrzebują dokładnych analiz i opinii. Ile potrwa ich zbieranie? - Co najmniej kilka miesięcy. Chcemy mieć sto procent pewności co do decyzji, którą wydamy – informuje Politykę Warszawską Agnieszka Kłąb, rzeczniczka Urzędu miasta.

W całej sprawie zastanawiająca jest postawa Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, któremu podlega Muzeum Narodowe. Muzealnicy skarżą się, że ministerstwa nie interesuje dalszy los Królikarni. Z prośbą o wyjaśnienie tej sprawy zwróciliśmy się do MKiDN, które zadeklarowało, że odpowie na nasze pytania drogą mailową. Zapytaliśmy również, czy ministerstwo zamierza wesprzeć Muzeum w walce o Królikarnię. W odpowiedzi otrzymaliśmy jedynie lakoniczny komunikat: „Stroną w sprawie ze spadkobiercami rodziny Krasińskich jest Muzeum Narodowe w Warszawie. Muzeum prowadzi wspomnianą sprawę podejmując stosowne działania prawne. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest na bieżąco informowane o krokach podejmowanych przez Muzeum w tej kwestii”.

Dlaczego Ministerstwo nie chce stanąć w obronie podległej mu placówki? Dlaczego polski sejm, z warszawskimi posłami na czele, przez tyle lat nie jest w stanie uchwalić ustawy reprywatyzacyjnej? - Powodem są względy ideologiczne, a konkretnie miszmasz liberalizmu i konserwatyzmu. Liberalizmu pojmowanego na sposób anglosaski, gdzie własność prywatna jest najwyższą wartością bez względu na konsekwencje społeczne. Konserwatyzmu, rozumianego jako wiara w przywrócenie dawnego ładu społecznego – odpowiada dr Chwedoruk. I dodaje: - Polityków do działania zniechęca również silne lobby związane z procesami reprywatyzacyjnymi. Polacy pozostają bierni i niezorganizowani, dlatego nie reagują, kiedy interesy wspólnoty są zagrożone.

 

Źródło: Gazeta Stołeczna

Źródło zdjęcia: facebook.com/Krolikarnia

 

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...