Kto zapłacił za kampanię referendalną?

Katarzyna Litwińska    2014-07-08 07:56:07

Równo rok temu kampania na rzecz odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz stawiała swoje pierwsze kroki. Warszawska Wspólnota Samorządowa – mimo iż sama zainicjowała referendalną akcję – zwlekała nieco z rozpoczęciem ścisłej agitacji... do czasu. Kiedy w połowie września kampania ruszyła, przeprowadzono ją z dużym rozmachem. Dziś wielu zadaje sobie pytania: Ile kosztowała i kto za nią zapłacił? Sprawa budzi coraz większe zainteresowanie, tym bardziej, że kwota ze sprawozdań finansowych organizacji jest zastanawiająco niska.

Większość z nas na pewno pamięta referendalną kampanię WWS-u – silna gwardia wolontariuszy, duże samochody z wizerunkiem burmistrza Guziała zachęcającego do udziału w głosowaniu, plakaty, ulotki oraz liczne konferencje. Sami działacze, już po zakończonej akcji, przyznali, iż kosztowała ona około 200 tysięcy złotych, a środki zostały ofiarowane przez sympatyków. Tymczasem w sprawozdaniu widnieje informacja, że na cele referendalne grupa obywateli zebrała kwotę 1206zł pochodzącą „ze środków własnych inicjatorów referendum”. Taką też kwotę wydano na „opłaty za korzystanie ze środków masowego przekazu”, konkretnie z gazet i czasopism.

Kampania finansowana przez Nasz Ursynów

Sprawozdanie, jako pełnomocnik inicjatora referendum, złożył i podpisał Marek Makuch. Zwróciliśmy się do niego z pytaniem o przyczyny nieujęcia w sprawozdaniu większości wydatków. Przedstawiciel WWS-u przyznał, że kampania prowadzona była „z rozmachem”. – Możliwe, że kosztowała mniej więcej 200 tysięcy złotych. Ale grupa 17 obywateli, którzy złożyli wniosek o przeprowadzenie referendum i w związku z tym występowali jako jego inicjator, wydała dokładnie taką kwotę, jaką podano w sprawozdaniu – wyjaśnia – na wymagane przez prawo ogłoszenie o referendum.

Zdaniem M. Makucha, Ustawa o referendum lokalnym to (cyt.) „jeden wielki bubel prawny”. – Prawo nie pozwala pełnomocnikowi inicjatora referendum nawet na założenie konta bankowego, a sam inicjator nie jest podmiotem mogącym zawierać jakiekolwiek umowy – tłumaczy. W związku z tym zamówienia na poszczególne elementy kampanii były składane i finansowane przez podmioty „zaprzyjaźnione”, m. in. przez stowarzyszenie „Nasz Ursynów”. To z kolei oznacza, iż WWS była organizatorem jedynie „formalnie”. – Ustawa nie pozwala pełnomocnikowi inicjatora referendum na faktyczne prowadzenie i finansowanie kampanii referendalnej – wyjaśnia Marek Makuch i dodaje, że nie miał prawa wpisać do sprawozdania żadnych wydatków, których nie poniosła bezpośrednio wspomniana grupa 17 obywateli, więc taki sposób wypełnienia tego dokumentu był jedynym dopuszczalnym.

Teorie spiskowe burmistrza

Piotr Guział, w rozmowie z „Polityką Warszawską”przedstawił takie samo wytłumaczenie jak Marek Makuch. Sugerował, że poruszenie tego tematu właśnie teraz jest próbą przykrycia afery podsłuchowej i wynika ze strachu przed nadchodzącą w stolicy zmianą. – Boją się! I niech się boją – przekonywał burmistrz. Do tematu popularnych taśm PO wracał tak często, że łatwo można było odnieść wrażenie, iż sam próbuje nimi temat finansowania kampanii przeprowadzanej teoretycznie przez WWS przykryć.

Guział tłumaczył, że sprawozdanie z kampanii zostało złożone na przełomie 2013 i 2014 roku (jest datowane na 10 stycznia 2014), a tym samym jego przeciwnicy mogli zainteresować się nim znacznie wcześniej, gdyby nie mieli w tej sprawie własnego interesu. – Zwiększenie przejrzystości należałoby zacząć od sprawdzenia, kto sfinansował powstanie PO, bo wiadomo, że kosztowało to miliony, a darczyńcy pozostali do dziś nieznani – podsumował.

Guział: Nie boję się i będę robił swoje

Zarówno Marek Makuch, jak i Piotr Guział, zapytani, czy nie zamierzają w tej sytuacji przedstawić opinii publicznej rachunków za kampanię, opłaconych przez zaprzyjaźnione podmioty, oraz wykazu darczyńców, zdecydowanie zaprzeczyli. Marek Makuch podkreślił, że nie ma dostępu do takich dokumentów, a ponadto nie widzi powodu ich przedstawiania, bo sprawozdanie jest zgodne z prawem. Piotr Guział zapewnił, że nie będzie niczego ujawniał, ponieważ publiczne informowanie o tym, kto wspiera finansowo opozycję byłoby dla takiego sponsora niebezpieczne. – Jeśli ktoś sobie wyobraża, że niepartyjny podmiot będzie prowadził kampanię, nie otrzymując środków z budżetu? Myślą, że nie będzie prowadził, tak?! Otóż będzie – dodał na koniec. Burmistrz deklaruje, że się nie boi i będzie robił swoje, a ujawnianie rachunków podmiotów które opłaciły kampanię byłoby poddaniem się wizji świata stworzonej ze strachu przed nadchodzącą zmianą.

Szostakowski (PO): Cała sprawa jest skandaliczna

O opinię w tej sprawie zapytaliśmy także osoby reprezentujące stronę rządzącą. Jarosław Szostakowski (PO) uznał, że cała sprawa jest skandaliczna. – Udowadnianie, że tak wielka kampania kosztowała 1200zł to kpina – tłumaczy radny - jeżeli sytuacja wygląda tak jak opisują ją Makuch i Guział, to powinni pokazać dokumenty, które potwierdzają, kto i ile zapłacił za tę kampanię. Jego zdaniem doszło do oburzającego wykorzystania luki prawnej, w wyniku której można finansować każdą partię przez „zaprzyjaźnione organizacje” bez ujawniania szczegółów, co uważa za sytuację absolutnie niedopuszczalną.

Wątpliwości w rozliczeniu referendalnej kampanii nie brakuje. Nawet jeżeli „formalnie” wszystko się zgadza, co do „nieformalnych” spraw można mieć pewne zastrzeżenia. Z wypowiedzi przedstawicieli WWS-u wynika, że kwota, za którą finansowano referendum to pewien „wirtualny byt”, niezapisany w żadnych sprawozdaniach. Można też zastanawiać się, dlaczego nie wykorzystano owego „zaprzyjaźnionego podmiotu”, tj. Naszego Ursynowa jako inicjatora referendum, tym bardziej że organizacja spełniała wymagania stawiane przez Ustawę.

Przedstawiciele WWS-u uparcie nie chcą ujawnić dokumentów związanych z finansowaniem kampanii, co podscyca niepotrzebną atmosferę niedomówień. Z drugiej strony jednak, trudno uwierzyć, że organizatorzy najpierw beztrosko publicznie informowali o dwustutysięcznym koszcie kampanii, żeby trzy miesiące później próbować zataić ten fakt przed PKW, w dodatku podając kwotę, której nieznaczność musiała wzbudzić podejrzenia.

Warszawska Wspólnota Samorządowa na czele z Piotrem Guziałem, jako działacze promujący się w opinii publicznej (oraz w naszych wypowiedziach) jako krzewiciele zmian na lepsze, powinni pokazać, że są w porządku, zarówno w kwestiach formalnych, jak i nieformalnych. Nie tylko dla jasności oraz wyjaśnienia sprawy, ale także dla zwykłego świętego spokoju.

Źródła zdjęć: PolitykaWarszawska.pl

Źródła: własne, gazeta.pl, nasz-ursynow.pl, Ustawa z dnia 15 września 2000 r. o referendum lokalnym

 

ZOBACZ TAKŻE:

Kłamstwa referendalne

Zwycięskie referendum?

Kto blokuje referendum?

Leniwa kampania referendalna

 

 

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...