Marcinkowscy pozwali Miasto Jest Nasze

Jan Kunert    2014-07-22 07:56:13

Biznesmeni Maksymilian Marcinkowski, prezes spółki „Senatorska Investment” oraz jego ojciec – Maciej Marcinkowski, pozywają o ochronę dóbr osobistych społeczników skupionych wokół inicjatywy „Miasto jest nasze” (MJN). Oprócz przeprosin i 50 tys. zł. na cele społeczne, żądają zakazania „publicznego formułowania lub sugerowania stwierdzeń, że działają nielegalnie lub nieetycznie” i usunięcia obrażających ich wpisów z Facebooka. Sprawa jest precedensowa. Jako pierwsi dotarliśmy do treści pozwu i do oświadczenia MJN.

Czym biznesmeni poczuli się urażeni? Pod koniec lutego br. warszawscy społecznicy z inicjatywy Miasto Jest Nasze (MJN), opublikowali w Internecie interaktywną „Warszawską Mapę Reprywatyzacji”. Przedstawia ona urzędników warszawskiego ratusza (w tym prezydent Hannę Gronkiewicz–Waltz), poseł Julię Piterę, Macieja Marcinkowskiego oraz sieć rzekomych powiązań między nimi. Projekt pokazuje także miejskie inwestycje, budzące w ostatnim czasie wiele kontrowersji. Zarówno zreprywatyzowane jak i te, w stosunku do których są roszczenia. W komentarzu obok, MJN pisze, że mapa jest pierwszym, kompleksowym przedstawieniem problemu „dzikiej” prywatyzacji, informującym przede wszystkim o jego skali. Stwierdzają, że biznesmen „działał w bardzo sprzyjającym klimacie”, a warszawscy urzędnicy „wielokrotnie szli mu na rękę”.

Głośno o mapie

Wpis o Warszawskiej Mapie Reprywatyzacji na profilu stowarzyszenia MJN na Facebooku zdobył w krótkim czasie parę tysięcy polubień, a jego przedstawiciele szeroko komentowali całą sprawę w mediach. Właśnie tymi wypowiedziami oraz samą mapą biznesmeni poczuli się dotknięci. – Mapa sugeruje, że panowie Marcinkowscy działali nieetycznie i niezgodnie z prawem, a organizacja Miasto Jest Nasze wielokrotnie powielała i nadal powiela te informacje z pełnym przekonaniem –mówi „Polityce Warszawskiej” Agnieszka Śliwa, rzecznik prasowy „Senatorska Investment”. – Panowie Marcinkowscy prowadzą swoją działalność biznesową w sposób etyczny i uczciwy. Nie mają żadnych znajomości wśród warszawskich urzędników i dlatego nie zgadzamy się na publikowanie przez MJN nieprawdziwych informacji – stwierdza.

Jan Śpiewak

MJN: Będziemy patrzeć władzy na ręce

W wydanym dzisiaj oświadczeniu przedstawiciele MJN nie zgadzają się z zarzutami zawartymi w pozwie. Piszą, że inicjatywa powstała z potrzeby patrzenia władzy na ręce i dbania o interes publiczny. „Przez osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej w Warszawie nie istniała żadna opozycja, która byłaby w stanie rzetelnie kontrolować poczynania władz. Przez te osiem lat w trójkącie: władza – obywatele – wielki biznes, tylko głos władzy i wielkiego biznesu był słyszalny i reprezentowany” – czytamy. Społecznicy przekonują, że dzięki bierności państwa i samorządu wyrósł w Warszawie wielki biznes „dewelopersko-reprywatyzacyjny”, który obraca kwotami rzędu miliardów złotych. – Jego ofiarami stają się już nie tylko lokatorzy mieszkań komunalnych, ale wszyscy warszawiacy, którym odbierane są publiczne parki, szkoły, tunele, a nawet jeziora. Nie damy się uciszyć, będziemy dalej informować opinię publiczną na temat prowadzonych przez rodzinę Marcinkowskich interesów i działaniach władzy samorządowej godzących w interes publiczny – czytamy dalej.

Pozew to sprawa polityczna?

Jan Śpiewak, prezes MJN w rozmowie z „Polityką Warszawską” przyznaje, iż słynna mapa została opublikowana w interesie społecznym. – Sprawa reprywatyzacji jest bardzo ważna i nie tylko my o niej mówimy – przekonuje. Jednocześnie Śpiewak nie kryje obaw, iż nagłośnienie sprawy przez Marcinkowskiego akurat w momencie, kiedy inicjatywa ogłasza chęć startu w wyborach samorządowych, może mieć kontekst polityczny. – To przypadkowa zbieżność terminów – odpiera zarzuty Śliwa. – MJN nadal posługuje się nieprawdziwymi informacjami, które stawiają spółkę w złym świetle. Musimy domagać się sprawiedliwości – podkreśla.

Spór o wolność słowa?

Duże kontrowersje wśród społeczników wzbudził sposób zabezpieczenia powództwa, o jaki wnieśli Marcinkowscy. Do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sporu przez sąd, żądają oni „zakazania pozwanym publicznego formułowania w jakiejkolwiek formie stwierdzeń zawierających informacje lub sugestie, że którykolwiek z powodów w prowadzonej działalności gospodarczej, postępuje nieuczuciwie, nieetycznie, działa w układzie z politykami, bierze udział w korupcji”. – To knebel na usta organizacji – oburza się Śpiewak. – Mamy prawo mówić o tym, co nam się nie podoba na styku władza-biznes reprywatyzacyjny – podkreśla. Rzecznik Senatorska Investment, Agnieszka Śliwa odpiera wszelkie zarzuty. – Nikomu ust nie zamykamy – odpowiada. – Jesteśmy za inicjatywami społecznymi. Chcemy tylko przedstawiania prawdziwych informacji – dodaje.

Maksymilian Marcinkowski

Konflikt okiem ekspertów

O ocenę całej sytuacji poprosiliśmy kilkoro ekspertów. Większość z nich sceptycznie odnosiło się do formy zabezpieczenia powództwa zaproponowanej przez Marcinkowskich. Krzysztof Izdebski, prawnik Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska twierdzi, iż jest to zwykła próba ograniczania wyrażania i formułowania opinii. – Jeśli wypowiedzi pozwanych naruszają faktycznie dobra osobiste powoda, to ustali to sąd, natomiast niedopuszczalne jest "zabezpieczanie" myśli i opinii, które osoby pozwane mogą wyrażać w przyszłości – przekonuje. – Taki wniosek jest zresztą nierealny również z powodu braku możliwości jego egzekwowania. Trudno wyobrazić sobie jak powód, a następnie sąd, mieliby egzekwować takie zabezpieczenie. Do tego niezbędna byłaby "policja myśli", ale na szczęście w demokratycznym państwie jest to rzecz niedopuszczalna – dodaje. Podobną opinię prezentuję także Dominika Bychawska–Siniarska, koordynatorka projektu „Europa Praw Człowieka” Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Uważa bowiem, że tak sformułowane żądanie jest ujęte zbyt szeroko. – Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie podkreślał, że zablokowanie określonych publikacji powinno mieć miejsce jedynie w wyjątkowych przypadkach, jako środek szczególnie groźny dla wolności słowa – argumentuje.

Nastroje tonuje mec. Piotr Schramm z kancelarii Gessel. – Zabezpieczenie polegające na zakazie publikacji, może być pozornie odbierane jako prowadzące do ograniczenia wolności słowa. Jednakże sąd, podejmując decyzję, będzie musiał wziąć pod uwagę łącznie trzy przesłanki: uprawdopodobnienie roszczenia, istnienie interesu prawnego, a przede wszystkim to, czy takiemu działaniu nie sprzeciwia się ważny interes publiczny – podsumowuje.

Sąd przyznaje racje społecznikom

Sąd Okręgowy w Warszawie nie zgodził się na zaproponowane przez biznesmenów formę zabezpieczenia: „Zakaz wypowiadania się na temat powodów w sposób określony we wniosku o zabezpieczenie, de facto doprowadziłoby do zakazania pozwanym wypowiadania się w ogóle w sposób negatywny – niezależnie od istnienia lub nie istnienia faktów będących przedmiotem publikowanych lub w inny sposób rozpowszechnianych przez nich informacji na temat powodów, w aspekcie prowadzonej przez powodów działalności gospodarczej.” – czytamy w uzasadnieniu.

Marcinkowscy zapowiedzieli zażalenie na takie postanowienie sądu. Termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony.

*     *     *

Po ukazaniu się artykułu, pt.: "Marcinkowscy pozwali Miasto Jest Nasze" oraz opublikowaniu przez stowarzyszenie pełnego stanowiska w tej sprawie, uzyskaliśmy oświadczenie ze strony spółki Senatroska Investment. Treść odpowiedzi publikujemy w całości: 

"W dniu 23 czerwca 2014 r. spółka Senatorska-Investment złożyła pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko członkom zarządu stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Sąd Okręgowy w Warszawie po rozpoznaniu wniosku o zabezpieczenie powództwa w swoim postanowieniu z dnia 2 lipca 2014 r. przyznał, że dobra osobiste panów Marcinkowskich i spółki Senatorska-Investment zostały z dużym prawdopodobieństwem naruszone.

„Uważamy, że potrzebne są niezależne organizacje społeczne, których celem jest dbanie o interes publiczny. Jednocześnie nie zgadzamy się na rozpowszechnianie i utrwalanie w opinii publicznej nieprawdziwych informacji na temat spółki Senatorska Investment oraz panów Marcinkowskich. Wolność słowa nie jest tożsama z wolnością do kłamania lub obrażania kogokolwiek  powiedział mecenas Jacek Kondracki, reprezentujący spółkę i panów Marcinkowskich. 

*     *     *

 

Źródła zdjęć: PolitykaWarszawska.pl, Senatorska Investment

 

ZOBACZ TAKŻE:

Warszawska mapa reprywatyzacji

Warszawa traci parki po kawałku

Reprywatyzacja pożera szkoły

Od lat '90 do...? Warszawskie reprywayzacje w zawieszeniu

Ruchy miejskie idą na ratusz

 

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...