Paweł Giergoń o estetyce przestrzeni publicznej

Jacek Baliński    2014-08-17 08:23:46

Nakładem Muzeum Powstania Warszawskiego, na rynku ukazał się niedawno przewodnik „Mozaika warszawska”. Mylą się jednak ci, którzy myślą, że to książka wyłącznie o mozaikach. Przewodnik ten traktuje o różnorakich kompozycjach plastycznych w architekturze powstałych w Warszawie w latach 1945-1989. Z Pawłem Giergoniem, autorem publikacji, spotkaliśmy się na Placu Konstytucji, by dowiedzieć się m.in., dlaczego PRL był lepszym ustrojem dla sztuki w przestrzeni publicznej niż ustrój obecny...

Prawdę mówiąc, zanim sięgnąłem po Pańską książkę, raczej nie zwracałem szczególnej uwagi na plastykę w warszawskiej architekturze…

…tak jak większość mieszkańców nie zwraca uwagi na otoczenie, w którym codziennie przebywa. Przykładowo: mozaiki, które znajdują się tutaj, w podcieniach Placu Konstytucji, są niemal nieznane. Ludzie chodzą tędy codziennie do pracy, ale nie podnoszą głowy. Podobnie jest zresztą z rzeźbami na attyce bloku przy ulicy Koszykowej…

Nie widzi Pan żadnego zainteresowania ze strony mieszkańców stolicy?

Wydaje mi się, że ludzie są po prostu zbyt zabiegani, żeby głębiej zainteresować się własnym miastem i jego poszczególnymi aspektami. Oczywiście, większość wie, gdzie jest – dajmy na to – pomnik Szopena czy posąg syreny nad Wisłą, natomiast mało kto zauważa chociażby niebanalne, powstałe w latach 50. czy 60. dekoracje plastyczne w sklepach. W zasadzie, nie ma w tym nic dziwnego, wszak do sklepu wchodzimy w trochę innym celu, dlatego nie chciałbym jakoś kategorycznie oceniać tego zjawiska – pytanie to należałoby raczej zadać socjologowi. Niemniej mam wrażenie, że jest to zwyczajnie naturalna konsekwencja mieszkania w Warszawie, nawet od urodzenia – obcując z pewnymi obiektami użyteczności publicznej na co dzień, przyjmujemy je jako coś oczywistego i nie zwracamy na nie uwagi.

Skąd zatem u Pana zainteresowanie tym tematem?

Z ciekawości: kto, kiedy i dlaczego tworzył te dzieła. Poza tym, od czasu studiów interesuję się architekturą oraz sztuką powojennej Warszawy, więc podjęcie badań nad plastyką w architekturze było naturalną konsekwencją moich wcześniejszych zainteresowań.

Kiedy Pan zaczął dokumentację na potrzeby „Mozaiki warszawskiej”?

Ten przewodnik to owoc ostatnich sześciu-siedmiu lat pracy. Projekt rozpoczął się tak naprawdę w 2011 roku od wystawy projektów kompozycji plastycznych powstałych w architekturze, autorstwa Hanny i Gabriela Rechowiczów. Miałem przyjemność być kuratorem tej wystawy, która odbyła się w galerii Kordegarda – i to był moment, kiedy doszedłem do wniosku, że należy jak najszybciej zidentyfikować zachowane w Warszawie tego rodzaju dzieła.

W jaki sposób ustalił Pan listę stu miejsc, które zostały opisane w książce?

Obiekty, które zawarłem w przewodniku, musiały spełnić podstawowy warunek, tj. dostępność dla zwiedzających. Z tego powodu wyeliminowałem dzieła znajdujące się np. w gmachu Sejmu RP, Telewizji czy różnych prywatnych lokalach użytkowych. Pomocną rękę w wielu wypadkach wyciągnęli moi znajomi – dzwonili z pytaniami: czy wiesz, że w tym miejscu jest mozaika? Albo: czy wiesz, że w tym sklepie jest taka i taka kompozycja ceramiczna?

Jak ocenia Pan obecny stan zachowania dzieł plastycznych w warszawskiej architekturze?

Zależy, o jakich konkretnie dziełach mówimy. W dobrym stanie są np. mozaiki. To trwała technika malarstwa monumentalnego, więc – o ile ktoś ich nie skuje lub nie zabuduje – ma się świetnie. Odwrotnie jest ze sgraffitem – wystarczy przejść się po Starym i Nowym Mieście, gdzie jest ich najwięcej, by stwierdzić, ze większość z nich jest w opłakanym stanie. Niełatwo jest chronić również tkaniny artystyczne czy gobeliny, które – z racji swojej mobilności – można szybko zdjąć i zwyczajnie wyrzucić na śmietnik. W gruncie rzeczy, wszystko zależy od woli i świadomości obecnego właściciela danego dzieła, z których część jest dziś w rękach prywatnych. Świadomy właściciel dba o to dziedzictwo, natomiast są i tacy, którym ono przeszkadza i albo zakrywają je dyktą, albo niszczą.

Centrum Zdrowia Dziecka  kompozcja plastyczna autorstwa Kazimierza Gąsiorowskiego. Fot.: Paweł Giergoń sztuka.net 

Kiedy i z czyjej inicjatywy powstało pierwsze dzieło plastyczne w architekturze powojennej Warszawy?

Dzieło, które udało mi się zidentyfikować jako najwcześniejsze, pochodziło z 1945 roku i znajdowało się na ulicy Wileńskiej. Dokładnie w monumentalnym gmachu Kolei Państwowych, będącym niegdyś pierwszą siedzibą władzy ludowej. W dużej sali na pierwszym piętrze zaplanowano miejsce dla posiedzeń rządu. Ściany tego pomieszczenia zostały ozdobione alegoriami rolnictwa, przemysłu itd. Wraz z grupą artystów, wykonał je wybitny malarz i ceramik, Lech Grześkiewicz. Te alegorie to najprawdopodobniej pierwsze tego rodzaju kompozycje – powstałe za pieniądze władzy ludowej i na jej zlecenie.

Kto miał wpływ na wygląd i lokalizacje mozaik, sgraffiti czy gobelinów?

Wiele czynników składało się na to, aby każde z opisywanych przeze mnie dzieł mogło powstać. Pierwszym z nich była ówczesna władza ludowa, która dbała o kulturę w dużo większym stopniu niż dziś – obecnie artyści mogą tylko pomarzyć o takim mecenacie państwa. Władza była wtedy stymulantem powstawania sztuki w przestrzeni publicznej. Należy jednak pamiętać, że sztuka do 1949 roku, sztuka w latach 1949-1955 i późniejsza, aż do lat 80-tych miała bardzo różnorodne oblicza.

Ważnym czynnikiem było powstałe w 1951 roku Przedsiębiorstwo Państwowe Pracownia Sztuk Plastycznych, które całkowicie zmonopolizowało zamówienia na dzieła plastyczne w architekturze. Bardzo często spotykanym zjawiskiem w owym czasie były nieformalne spółki autorskie. Innymi słowy, architekci mieli swoich zaufanych artystów, którym zlecali wykonywanie kompozycji plastycznych w projektowanych przez siebie budynkach – z tym że nie zlecali bezpośrednio, a właśnie przez PSP. Wówczas można było zrezygnować z formuły konkursu. Kolejna sprawa – istniał wówczas np. urząd naczelnego plastyka m.st. Warszawy, który zatwierdzał projekty i dbał o estetykę przestrzeni publicznej. Generalnie, było kilka administracyjno-formalnych czynników, które decydowały o tym, że takie dzieła mogły powstać – według określonych zasad, reguł i… cenników.

Cenników?

Tak. Ministerstwo Kultury drogą zarządzeń określało np., że za metr kwadratowy mozaiki figuralnej państwo płaciło artyście "tyle i tyle", za metr kwadratowy mozaiki abstrakcyjnej – odpowiednio mniej. Za rzeźby również płacono wg ściśle określonych stawek. Do 100 cm wysokości – płaca "taka i taka", w związku z tym artyści nierzadko celowo tworzyli kompozycje na metr i dziesięć centymetrów, dzięki czemu zarabiali więcej… Pomimo absurdów PRL-owskiej biurokracji, ten system funkcjonował naprawdę nieźle i w wielu przypadkach pozwalał świetnie żyć ze sztuki, kontrolowanej całkowicie przez państwo. Dużą mozaikę robiło się nawet pół roku, ale dostawało się za nią takie pieniądze, że można było przez dwa czy trzy lata zrezygnować ze zleceń państwowych i zająć się realizacją własnych ambicji twórczych.

Jak – jeśli w ogóle – wygląda dziś dbałość o plastykę w warszawskiej architekturze?

Na pewno zupełnie inaczej. Po pierwsze, zmiana ustroju doprowadziła do sytuacji, w której zabrakło możnego mecenasa – państwa. Dziś już nie zleca się powstawania masowej sztuki w przestrzeni publicznej. Po drugie, nastąpiły zmiany własnościowe, które oceniam bardzo krytycznie. Nowi właściciele państwowego wcześniej majątku decydowali po 1989 roku, co z plastyką w architekturze będzie się działo – a więc albo ją niszczyli, albo (rzadko) zachowywali, natomiast na pewno nie inwestowali w nową sztukę. Nie potrafię w tej chwili wskazać w Warszawie choćby jednego nowego dzieła, które można byłoby uznać za analogiczne do dzieł powstałych przed 1989 rokiem. Może po dłuższym namyśle coś bym znalazł, co nie zmienia faktu, że dziś deweloperzy i inwestorzy liczą każdą złotówkę i po prostu nie widzą miejsca dla sztuki w nowopowstających obiektach. Przykładowo: teraz buduje się wielkie centra handlowe, które nastawione są wyłącznie na zareklamowanie towarów w celu jak największej sprzedaży. W takich miejscach nie ma skrawka przestrzeni na mozaikę, fresk czy tkaninę dekoracyjną – są tylko i wyłącznie reklamy. Proszę spojrzeć na Plac Konstytucji – choć nie wpisany jeszcze do rejestru zabytków, to objęty przecież zapisem miejscowym. Przez środek Placu przechodzi magiczna granica planu miejscowego, która zabrania wieszać reklam na elewacjach po jego zachodniej stronie. Po drugiej stronie mamy z kolei wspólnotę mieszkaniową, która – nie bacząc na nic – wiesza na kamienicach wielkie szmaty. Takiej wspólnoty nie obchodzi estetyka przestrzeni publicznej – liczy się wyłącznie partykularny interes wąskiej grupy ludzi. I tak jest, niestety, w całej Warszawie.

Metro Służew - kompozycja plastyczna autorstwa Krzysztofa Jaciewicza, Fot.: Paweł Giergoń, sztuka.net

Proszę podać na koniec trzy kompozycje plastyczne w architekturze stolicy, które darzy Pan szczególną estymą.

Bardzo cenię sobie ceramikę i mozaikę w trzech ursynowskich stacjach metra: Służew, Ursynów i Stokłosy. Tamtejsze abstrakcyjne kompozycje są, moim zdaniem, świetne jak na owe czasy – i do dziś się bronią. Świetne dzieła plastyczne znajdują się również w Filharmonii Narodowej przy ulicy Jasnej – wspaniałe szkło grawerowane, malarstwo ścienne i gobeliny. Doskonały przykład sztuki tamtych czasów. Lubię oczywiście wszelkiego rodzaju mozaiki – jak chyba każdy zresztą. Najciekawsze wydają mi się mozaiki wykonywane z odpadów przemysłowych. Jeśli miałbym wskazać mój ulubiony obiekt, wskazałbym na Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Jest tam gigantyczna kompozycja stworzona w latach 70. przez Kazimierza Gąsiorowskiego z odpadów metalowych pochodzących z fabryki kuchenek gazowych. Ma ponad trzy tysiące metrów kwadratowych – to, prawdopodobnie, największy w Polsce przykład tego typu sztuki monumentalnej. Ale, tak naprawdę, gdzie nie spojrzeć, można dostrzec coś pięknego – tutaj, na Placu Konstytucji, również. Chociażby mozaiki autorstwa Hanny Żuławskiej, o których wspominałem na wstępie, przedstawiające cztery pory roku w wydaniu socjalistycznym…

Dziękuję za rozmowę.

Rozawiał: Jacek Balinski

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...