DWA BRZEGI: Ruchy miejskie

Polityka Warszawska    2014-08-29 18:59:40

Młodzi, zdolni, wykształceni. Z głową pełną innowacyjnych pomysłów i zapałem do działania, którym można by obdzielić połowę obecnych warszawskich samorządowców. Tak właśnie opisywani są działacze ruchów miejskich przez ich zwolenników. Druga strona – nastawiona do aktywistów nieco bardziej sceptycznie – przekonuje, że młodym brakuje doświadczenia, kompetencji do rządzenia czy też rozpoznawalności jaką cieszą się partyjni politycy. Ruchy miejskie to prawdziwa nowość w warszawskiej mozaice społeczno-politycznej. Ale czy to co „nowe” okaże się na tyle dobre, skuteczne i przekonywujące, aby odnieść sukces w listopadowym głosowaniu? O tym dyskutujemy w kolejnej odsłonie cyklu DWA BRZEGI. Po prawej stronie – sceptyczna wobec ruchów Karolina Wiśniewska. Po lewej – ich gorący zwolennik Bartłomiej Kozek. Jedna Warszawa, dwa brzegi! Zapraszamy!

Karolina Wiśniewska: Mali wciąż za mali

Pierwsze dwa zdania leadu wprowadzającego w dzisiejsze DWA BRZEGI doskonale opisują działaczy warszawskich ruchów miejskich. Są to ludzie młodzi, zdolni, zaangażowani, którym chce się działać na rzecz wspólnoty – co niestety – jest dziś rzadkością. Tym bardziej smutno mi, kiedy muszę przyznać, iż nie wierzę w ich wyborczy sukces, a co za tym idzie – istotny wpływ na politykę samorządową.

Przedstawiciele ruchów miejskich często oskarżają tzw. „rasowych” polityków o to, że prowadzą swoje polityczne gierki i nie potrafią się porozumieć. Lecz warto postawić sobie pytanie, czy ich wola wzajemnego porozumiewania się jest znacząco silniejsza? Fakt, że niemal wszystkie zamierzają startować do wyborów w pojedynkę pozwala mocno w to wątpić.

Hasło odpartyjnienia samorządów jest świetne! Krótkie, trafne, chwytliwe, ale też szalenie trudne do zrealizowania. Warszawiacy głosują na partie polityczne od lat i nic nie wskazuje na to, aby w ciągu najbliższych 3 miesięcy owa tendencja miała ulec zmianie. I choć nie lubię podejścia w stylu: „Nie zagłosuję na X, bo i tak się nie dostanie”, mam wrażenie, że perspektywa tzw. straconego poparcia zniechęca mieszkańców do głosowania na nieznane szyldy. Po drugie zaś, rozmyte w przedwyborczej mozaice ruchy miejskie nie są dla nich alternatywą. Nie bez przyczyny mówi się, że „duży może więcej” i nawet jeśli jest to tylko głupie powiedzonko, kryje w sobie sporo prawdy. Ruchy miejskie w Warszawie to nie tylko jedna inicjatywa czy organizacja. MJN, WS, WWS, IMW i kilka innych – opisywanych na bieżąco na łamach „Polityki Warszawskiej”. Z głoszonych przez nich postulatów wynika, że w większości chcą tego samego. Walczą z reprywatyzacją czy reklamami wielkoformatowymi. Mimo to, nie dążą do zjednoczenia swoich sił i – tak jak wspominałam w ostatnim swoim artykule – postanawiają odpartyjniać samorządy w pojedynkę, co znacznie obniża ich szanse już na starcie.

Kolejna „rzecz”, której nadal brakuje działaczom ruchów miejskich, to rozpoznawalność. Niestety, nawet najważniejsi działacze takich inicjatyw jak Miasto Jest Nasze czy Warszawa Społeczna są znani głównie tym, którzy na bieżąco śledzą „politykę warszawską” (zarówno na naszym portalu, jak i w nieco bardziej realnej rzeczywistości :)). Warto jednak pamiętać o tym, iż nie tylko oni pójdą w listopadzie do urn wyborczych. Chociaż przed nami kilkutygodniowa kampania wyborcza, z doświadczenia wiemy, że w niej także z reguły najbardziej widoczni są partyjni gracze, nie zaś – oddolne ruchy mieszkańców.

Czy wobec tego ruchy miejskie nie mają szans na zmianę polityki samorządowej? Owszem – mają, bo wiele ich postulatów to naprawdę potrzebne i innowacyjne działania. Dlatego też zostaną przejęte przez partyjnych polityków, którzy odpowiednio zadbają o to, aby „sława i chwała” spłynęła potem właśnie na nich. Ale czy takiego wpływu chcą dzisiaj ruchy?

Wbrew pozorom, kibicuję działaczom zaangażowanym w ruchy miejskie. Doceniam ich aktywność i chęć działania. Uważam, że Warszawie potrzebna jest zmiana, a ludzie ci mogliby wnieść do stołecznej polityki naprawdę wiele. Jeżeli zaś nie schowają swych ambicji głęboko w kieszeń i nie wypracują wspólnej, spójnej oraz całościowej propozycji dla Warszawy i warszawiaków, nie wierzę w to, że uda im w nadchodzących wyborach zaistnieć. I choć chciałabym się mylić, przypuszczam, że 17 listopada obudzimy się w mieście, którego mozaika polityczna wygląda niemal tak samo jak dziś. A szkoda. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bartłomiej Kozek: Dojrzewanie ruchów miejskich


Jest rok 2010. Stowarzyszeniu Nasz Ursynów udaje się zawrzeć porozumienie wyborcze z Prawem i Sprawiedliwością, a w konsekwencji, odsunąć Platformę Obywatelską od władzy. Wszystko w dzielnicy, będącej do niedawna prawdziwym bastionem PO.

Dlaczego opowieść o ruchach miejskich zaczynam od inicjatywy Piotra Guziała? W mroku dziejów gubi się fakt, że polityczne paliwo dał jej opór przeciwko pomysłom na budowę kościoła przy Kopie Cywila, który zmniejszyłby powierzchnię tamtejszego parku. Choć sam Guział jest politykiem to rzut oka na jego wyborczą strategię odżegnywania się od podziałów lewica-prawica czy brania na listy społeczników wskazuje na pewne podobieństwo między nim a dzisiejszymi, upolityczniającymi się aktywistami.

Miejscy aktywiści kojarzą się dziś głównie z Porozumieniem Ruchów Miejskich oraz jego warszawską odnogą – inicjatywą Miasto Jest Nasze na czele z Janem Śpiewakiem. Warto jednak pamiętać o innych, mniej lub bardziej odwołujących się do myślenia o mieście w kategoriach jakości życia oraz potrzeb jego mieszkańców graczach, np. Warszawa Społeczna, Inicjatywa Mieszkańców Warszawy czy otwierające swoje listy na społeczników Partia Zieloni i Ruch Sprawiedliwości Społecznej.

Jak widać, lista nie jest tak krótka, jak mogłoby się wydawać. Wypada się cieszyć z tego faktu – kiedy bowiem w roku 2006 przyjeżdżałem do Warszawy, dyskusja o mieście toczyła się zupełnie innymi torami. Poza ruchami sprzeciwiającymi się budowie obwodnicy przez miasto słyszało się głównie o sporadycznych protestach przeciwko wycince drzew. Osiem lat temu – nie tak znowu dawno – głosy twierdzące, że ścieżki rowerowe są w Warszawie niepotrzebne, bo na rowerze jeździ się na wsi czy uznające, że z podobnego powodu w krajobrazie miasta nie ma miejsca na instalacje w rodzaju „Dotleniacza” Joanny Rajkowskiej były na porządku dziennym.

Osiem lat w perspektywie myślenia o mieście w Polsce to jednak cała wieczność. Miejscy aktywiści, współtworzący dziś ruchy miejskie, odegrali niebagatelną rolę w promowaniu rozwiązań takich jak wspieranie ekologicznego transportu zbiorowego, dbałość o estetykę miejską czy wspieranie lokalnego handlu. Co więcej, udało im się wprowadzić do publicznej debaty takie tematy, jak polityka mieszkaniowa i ochrona praw lokatorów.

Dziś wielu z nich próbuje swoich sił w wyborach. Warto na te starania spoglądać życzliwym okiem. Nie musimy wierzyć w to, że ruchy miejskie nagle odbiją z rąk wielkich, partyjnych machin radę miasta i dzielnice. Już sama ich obecność w miejskiej polityce wymuszać będzie na rządzących inne rozkładanie akcentów. Wystarczy przypomnieć, że o ile w roku 2006 Hanna Gronkiewicz-Waltz skupiała się na wielkich obietnicach infrastrukturalnych, tak  4 lata później, gdy miejski aktywizm rósł w siłę, mówiła więcej o jakości życia w mieście, odróżniając się od bardziej skupiającego się na „tradycyjnych” inwestycjach Czesława Bieleckiego.

Być może miejscy aktywiści nie mają jeszcze takiego „wyrobienia” w politycznych grach, jakie posiadł Piotr Guział – z tego powodu bywają zresztą krytykowani, a sam Guział prawdopodobnie na porównywanie z dzisiejszymi ruchami miejskimi by się obraził. Inni zarzucają im brak doświadczenia czy nawet wiedzy o funkcjonowaniu miasta (tak jakby zdobywane w bojach z Ratuszem doświadczenia nie były nic warte). Warto jednak popatrzeć się na to, jak dużo szumu ruchy miejskie zdążyły już wokół siebie wytworzyć by uznać, że niedocenianie ich możliwości nie jest najmądrzejszą strategią polityczną.

Nawet jeśli opisane przeze mnie inicjatywy nie zdobędą mandatów, to – jeśli tylko kontynuować będą swoją działalność – będą prawdopodobnie w stanie wyznaczać bieguny dyskusji o mieście skuteczniej, niż dzisiejsza opozycja w Radzie Warszawy. Trudno nie uznać tego za sukces.

 

ZOBACZ TAKŻE:

DWA BRZEGI: JOW-y lekiem na całe zło?

DWA BRZEGI: Reprywatyzacja

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Ratusz
2017-08-18 18:54:47
Ponad siedem tysięcy złotych - tyle zapłacą stołeczni urzędnicy za "konsul...
Białołęka
2017-05-25 17:35:54
Już w najbliższą sobotę, z okazji Dnia Matki, odbędzie się Białołęcki B...
Ratusz
2017-05-23 06:17:21
Od 1 czerwca wejdzie w życie nowa taryfa biletowa ZTM. Spadną ceny biletów dw...
Rozmaitości
2017-05-19 06:29:31
Budynek przy plaży obok Stadionu Narodowego (Poniatówce) od czerwca znów będ...
Żoliborz
2017-05-13 17:24:10
W sobotę wreszcie odsłonięty został pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ...
Ratusz
2017-05-12 15:32:28
Ratusz ogłosił w piątek, że od września przedszkola w Warszawie będą bezp...
Mozaika polityczna
2017-05-11 15:54:43
Czwartek przyniósł nowe fakty w sprawie reprywatyzacji. Centralne Biuro Antyko...
Ratusz
2017-05-09 19:56:17
Stowarzyszenie Republikanie opublikowało na swoich stronach Mapę Wydatków War...
Ratusz
2017-05-08 19:46:51
Władze Warszawy chcą zachęcić do udziału w tworzeniu miejskiej zieleni. Zap...
Mozaika polityczna
2017-04-10 17:54:32
Głośno dyskutowanym tematem w poniedziałkowej dyskusji o sprawach politycznyc...