Prezydentka

Błażej Poboży    2014-03-20 11:35:20

– Chcemy wprowadzić do rady miasta tak dużo osób, którym na Warszawie zależy, jak to tylko możliwe. Takich, które chcą działać lokalnie i nigdzie poza samorząd się nie wybierają. Ja się nigdzie nie wybieram – mówi Joanna Erbel, kandydatka na na urząd prezydenta stolicy. Ze znaną miejską aktywistką, którą w wyścigu do ratusza popierają Zieloni, ruchy miejskie i lokatorskie, rozmawiali Wiktor Raczkowski i Błażej Poboży.

Polityka Warszawska: Skąd wziął się pomysł kandydowania na prezydenta Warszawy?

Joanna Erbel: Od jakiegoś czasu wiele osób przekonywało mnie, żebym kandydowała, bo to jedyna szansa na zmianę w tym mieście. Pomysł mojego kandydowania w wyborach prezydenckich narastał od ponad roku. Po jednej z lokatorskich demonstracji, rozmawiałam z Krzysztofem Nawratkiem. Wtedy był to jedynie luźny pomysł. W ciągu ostatnich lat Warszawa bardzo się zmieniła, w niektórych obszarach na lepsze, więcej jest życia miejskiego, lepiej się żyje klasie średniej. To jednak stanowczo za mało. Sprawy fundamentalne, jak kwestia reprywatyzacji, planowanie przestrzennego czy sytuacji lokatorów wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Co więcej, stołeczność Warszawy jest jej nieszczęściem. Większość osób, które kandydują tu na wysokie stanowiska, kandyduje też w każdych innych wyborach. Kandydowanie na prezydenta stolicy traktowane jest jedynie jako trampolina do Sejmu. Ja myślę inaczej – lokalnie.  Zdecydowałam się kandydować z ramienia partii Zielonych, bo zależy mi na tym, żeby połączyć energię i wiedzę zdobytą podczas działań w ramach ruchów obywatelskich z instytucjonalną polityką. Taką możliwość dają Zieloni – partia zmiany.

Czy jest jakakolwiek szansa na połączenie pod szyldem Zielonych wszystkich warszawskich ruchów miejskich?

Trzeba brać pod uwagę specyfikę miasta. W Warszawie oprócz osób walczących o prezydenturę i fotel radnych miejskich mamy jeszcze 18 dzielnic i ich rady. Większość spośród komitetów obywatelskich zainteresowana jest wyłącznie radami dzielnic, bo to ich naturalny punkt odniesienia. My na pewno wystawimy listy do Rady Miasta, bo – pomimo autonomii dzielnic – nadal wiele spraw decydowanych jest na wyższym poziomie.

Załóżmy skrajnie optymistyczny scenariusz – wejście do drugiej tury wyborów prezydenckich i triumf nad Hanną Gronkiewicz – Waltz. Prezydent potrzebuje solidnego zaplecza politycznego w Radzie Warszawy. Wiemy, że Zieloni wystawią listy we wszystkich okręgach. Kto się na nich znajdzie? Będziecie chcieli współpracować z innymi stowarzyszeniami jak Miasto Jest Nasze czy Warszawa Społeczna?

Z tymi środowiskami wiele nas łączy. Mamy podobną wizję działań w dziedzinie edukacji czy polityki mieszkaniowej. Zaprosiliśmy ich do współpracy i mam nadzieję, że zdecydują się na to, by wspólnie z nami zmieniać Warszawę.

Planujemy wystawić naszą listę do rady miasta zapraszając na nią rożne osoby, które działają lokalnie i będą czuły, że sprawdzą się na ogólnomiejskim poziomie. Chcemy wprowadzić do rady miasta tak dużo osób, którym na Warszawie zależy, jak to tylko możliwe. Takich, które chcą działać lokalnie i nigdzie poza samorząd się nie wybierają. Ja się nigdzie nie wybieram.

A co z dzielnicami?

Nasze kandydowanie do rad dzielnic będzie zależało od lokalnej specyfiki. Zieloni są taką partią, która nie chce zdominować całej polityki samorządowej. Jeżeli w danej dzielnicy wystartuje dobry komitet lokalny, to nie ma po co na siłę z nim konkurować, trzeba go wspierać. Wolelibyśmy raczej dokooptować do niego tych Zielonych, którzy dobrze czują się w polityce dzielnicowej.

A czy Zieloni nie boją się tego, że Pani kandydatura będzie wykorzystywana przez oponentów do podważania Pani wiarygodności jako miejskiej aktywistki? Że nagle z kogoś apolitycznego Joanna Erbel stała się kimś, kto wyciąga rękę po apanaże?

Nigdy nie byłam apolityczna. Zawsze mówiłam, że miejsce aktywistek i aktywistów jest wszędzie. Zarówno w organizacjach pozarządowych, inicjatywach nieformalnych, thinktankach, jak i w radach miast czy dzielnic. Ja swoje miejsce widzę w samorządzie, o czym nie raz mówiłam, więc moja kandydatura dla nikogo nie powinna być zaskoczeniem. W ciągu roku polityka w Warszawie bardzo się zmieniła. Straszak w postaci referendum sprawił, że w Ratuszu doszła do głosu ta bardziej progresywna i prospołeczna grupa urzędników. Sprawy związane z komunikacją i otwarciem się na głos mieszkanek i mieszkańców, które dotychczas były blokowane, teraz dostały wreszcie zielone światło. Zmianę klimatu czułam sama będąc w środku tego wszystkiego. Nagle okazało się, że wszystko jest możliwe. Budżet partycypacyjny, o który od dawna zabiegałam z innymi osobami, udało się wprowadzić w kilka miesięcy, mimo że wcześniej słyszeliśmy, że za wcześnie, że się nie da, że Warszawa ma 18 dzielnic i to wszystko jest zbyt skomplikowane. Pokazuje to, że dotychczas prospołeczne zmiany blokował brak woli politycznej i wizji miasta, w której partnerskie traktowanie lokalnych inicjatyw jest normą, a nie godnych pochwały wyjątkiem. To, że jestem aktywistką wiąże się też z tym, że mam lepszy kontakt z rzeczywistością niż większość rządzących. Widać to było podczas referendum, kiedy pani prezydent nie wiedziała ile kosztują bilety komunikacji publicznej. Ciężko jest to wiedzieć, jeżeli się z niej w ogóle nie korzysta.

Niewątpliwie kandydatce Zielonych pomóc może także wsparcie niektórych mediów, np. „Gazety Stołecznej”.

Czuję, że w warszawskich mediach są ludzie, którzy przychylnie patrzą na moje działania. Myślę, że bierze się to stąd, że najprawdopodobniej będę jedyną społeczną kandydatką na prezydentkę Warszawy. Prawdopodobnie również najmłodszą. To także ma znaczenie, ponieważ osoby z mojego pokolenia mają zupełnie inny stosunek do miasta. Określiłabym go jako bardziej świadomy materialności miasta. Nam nie chodzi tylko o wielkie idee, ale też o to, żeby żyć w przyjaznym mieście, które przede wszystkich nastawione jest na komfort życia codziennego jego mieszkanek i mieszkańców. I nie chodzi tutaj o tanie miejsca parkingowe i przepustowość ulic, ale o tani i wygodny transport publiczny, dobrą jakość przestrzeni miejskiej w każdej dzielnicy i sukcesywne usuwanie barier dostępu. Jak bardzo nie jest to oczywistych pokazała choćby długa walka o przejście naziemne na pl. Na Rozdrożu. Niby oczywiste rozwiązanie, ale nie byłoby bez działań aktywistów z SISKOMu i silnego wsparcia lokalnych mediów.

Jaka jest więc Pani wizja Warszawy?

Przede wszystkim będzie to miasto, skupione na polepszaniu komfortu życia codziennego. Polityka w Polsce i w miastach, to polityka odświętna. Skupia się na pojedynczych inwestycjach. Za przykład może posłużyć fontanna multimedialna. Mówi się, że jest ogromnym sukcesem, bo jest frekwencja. Oczywiście, że ludzie przychodzą, bo mają zdegradowaną przestrzeń wokół siebie, dlatego przez kilka godzin chcą pobyć w otoczeniu, w którym są woda i ładne światła. Ja bym chciała prowadzić politykę w ten sposób, żeby potrzeby życia codziennego stały na pierwszym miejscu. Nie może być tak, że za kontakt z kulturą lub innymi ludźmi zawsze trzeba płacić. Potrzeba więcej przestrzeni, do których spokojnie można posłać dzieci lub do których będąc osobą starszą można łatwo się przemieścić. Chciałabym Warszawy społecznej i socjalnej, czyli takiej, która dba o dostęp do mieszkaniówki i przeciwdziała utracie zasobu miejskiego.

W jaki sposób zamierzacie zmierzyć się z reprywatyzacją? Co w tej sprawie zrobiłaby prezydentka Erbel?

To jest teraz poważny problem, ponieważ według tego, co mówił mi Konrad Łaski, mój kolega prawnik z Zielonych, to większość roszczeń jest już skupiona. Miasto nie skorzystało na tym, że Hanna Gronkiewicz-Waltz jest wiceprzewodniczącą partii rządzącej. Obecna prezydentka nie była w stanie doprowadzić do przyjęcia ustawy reprywatyzacyjnej. Chociaż wiele czasu zmarnowano i wielu ludzkich tragedii już się nie odwróci, wciąż jest parę rzeczy do zrobienia. Przede wszystkim trzeba zapewnić bezpieczeństwo lokatorom i lokatorkom reprywatyzowanych kamienic. Warszawa potrzebuje planów miejscowych, które ochronią budynki użyteczności publicznej przez zwrotami. Konieczne jest też wyjaśnienie wszystkich niejasności dotyczących udziału urzędników w procesie obrotu roszczeniami, w tym tych, na które wskazywało Miasto Jest Nasze w swojej „mapie reprywatyzacji”.

Jak ocenia Pani działalność władz miasta w tej materii? Podoba się Pani obecność przedstawicieli miasta w Cannes szukających inwestorów? Część środowisk krytycznych wobec obecnej prezydent zarzuca jej, że zagraniczni inwestorzy są dla niej ważniejsi niż warszawiacy. Niektórzy sugerują wręcz, że np. rewitalizacja Pragi ma służyć wyrugowaniu dotychczasowych jej mieszkańców.

Myślę, że nie trzeba się tu doszukiwać złej woli, to raczej kwestia (braku) wyobraźni. Nikt nie zadaje sobie pytania na jakich zasadach deweloperzy mają wchodzić na tę Pragę, co oni mają jej dać. Jeśli zostawi się te przestrzeń wolnemu rynkowi, to lokalne mieszkanki i mieszkańcy znikną – nawet jeśli nie było to intencją miasta. Wadą polityki obecnych władz jest raczej brak zdecydowanych działać niż świadoma potrzeba gentryfikacji. I nie wiadomo, co jest gorsze. Największy żal to obecnej władzy mam za to, że nie myśli o problemach miasta całościowo. Jadąc do Cannes, wyprzedają grunty, ściągają inwestorów, ale w ogóle nie stawiają sobie pytania co stanie się z przestrzenią miejską jako całością. Miasto skupia się na sprzedawaniu i nie stawia żadnych warunków. Nie bierze się na przykład pod uwagę układu urbanistycznego, tego co znajduje się w sąsiedztwie oferowanych do sprzedaży działek. Gdy się o tym nie myśli, nie dostrzega się skutków nowych inwestycji. Ten brak analizy skutków własnych działań uważam za wielki błąd.

To, czego potrzebuje Warszawa to konsekwentnej polityki na rzecz poprawy jakości życia i ochrony swoich słabszych mieszkanek i mieszkańców przez mechanizmami wolnego rynku, czy jak to się dzieje w przypadku lokatorek i lokatorów przedwojennych kamienic – przed handlarzami roszczeń. Miasto, własność komunalna, to nasze wspólne dobro, o które powinniśmy dbać, wszyscy -– prezydent miasta, radni, radne, urzędnicy i urzędniczki oraz mieszkanki i mieszkańcy.

 

Fot. Wiktor Raczkowski

 

Zobacz także:

Zielone listy do Parlamentu Europejskiego

Wierzbicki 2014

Chciałbym być prezydentem tego miasta

Jacek Sasin kandydatem PiS na prezydenta stolicy?

 
 
Komentarze do artykułu
Najnowsze w serwisie
Rozmaitości
2016-07-25 16:55:23
W poniedziałek odbyło się spotkanie przedstawicieli środowisk kombatanckich ...
Rozmaitości
2016-07-22 07:00:07
Muzeum Powstania Warszawskiego, razem z Jednostką Wojskową Komandosów z Lubli...
Ratusz
2016-07-18 16:15:04
Zbliżające się obchody 72. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego mają odb...
Ratusz
2016-07-15 11:09:11
Wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak odniósł się do wyroku Trybunału K...
Rozmaitości
2016-07-13 21:19:00
Zdaniem Prezes Rady Ministrów Beaty Szydło, decyzja Ministra Obrony Narodowej ...
Budżet partycypacyjny
2016-07-12 22:47:57
We wtorkowy wieczór w Teatrze Powszechnym ogłoszone zostały wyniki głosowani...
Mozaika polityczna
2016-07-09 15:01:35
Rada Warszawy nadała skwerowi przy skrzyżowaniu ulic Pańskiej oraz Twardej im...
Wola
2016-07-05 07:25:53
Z racji odbywającego się w stolicy szczytu Państw Organizacji Traktatu Półn...
Żoliborz
2016-07-04 17:15:13
Najpopularniejsza lodziarnia na Żoliborzu od dwóch lat stara się o zgodę na ...
Żoliborz
2016-06-30 13:45:54
– Pomysł upadł. Nie ma tematu – mówił dyrektor jednej z żoliborskich sp...